<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478</id><updated>2012-02-02T04:17:33.743+01:00</updated><title type='text'>Co w głośnikach piszczy</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>34</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-1994444395999978567</id><published>2011-02-08T12:38:00.004+01:00</published><updated>2011-02-12T19:15:50.617+01:00</updated><title type='text'>Dźwięk dobry, czyli z dużej chmury za bitem bit</title><content type='html'>Właściwie mógłbym napisać tutaj całkiem długi post, jednak istotą tego wpisu jest coś zupełnie innego, zatem krótko: W związku z wymianą oprogramowania do tworzenia muzyki na dużo prostsze i bardzo przyzwoicie dostosowane do screen-readerów, niniejszym otwieram swój profil w serwisie soundcloud. Aktualnie znajdują się tam 3 bity mojego autorstwa (stan na sobotę 12 lutego), z czasem będzie można odsłuchać kolejne. Adres profilu to http://soundcloud.com/witostr/&lt;br /&gt;  Serdecznie zapraszam. Wszelkie konstruktywne opinie mile widziane. Miłego słuchania.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-1994444395999978567?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/1994444395999978567/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=1994444395999978567' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/1994444395999978567'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/1994444395999978567'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2011/02/dzwiek-dobry-czyli-z-duzej-chmury-za.html' title='Dźwięk dobry, czyli z dużej chmury za bitem bit'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-7841971376281451109</id><published>2011-01-28T20:03:00.000+01:00</published><updated>2011-01-28T20:04:11.162+01:00</updated><title type='text'>"O rapie dziwne rzeczy..." - cz. 1</title><content type='html'>Doszedłem do wniosku, że najlepszym sposobem na zmotywowanie się do sprawdzania wszystkich polskich rapowych produkcji w tym roku będzie stworzenie cyklu, w którym o każdym albumie napiszę kilka słów. Nie będą to recenzje, nie będą też promocyjne opisy, pewnie będę się czepiał różnych rzeczy, jak to ja, niemniej wszystko z należytym szacunkiem.&lt;br /&gt;  Co zatem na pierwszy ogień? Mamy już 2 albumy, Szad "21 gramów" i VNM "De nekst best".&lt;br /&gt;  Szad: Cóż z tego, że bity dobre, wiele z gatunku tych, które lubię najbardziej, że teksty mają technicznie moc, choć czasem nieco gubi się wśród tej techniki treść, skoro jeden, tak niewiele z pozoru znaczący element przeważa szalę i powoduje, że do płyty najpewniej nie będę wracał. A co to za element? Ano brzmienie proszę Państwa. Spora część wokali brzmi jakby nagrywane były nie wiedzieć gdzie i nie wiadomo na czym, gdzieniegdzie całość potraktowana jest tak ohydną kompresją, że realizatorowi najchętniej zakazałbym wykonywania zawodu. Brzmi to trochę jak zlepek kilku nowych i kilku nieco starszych kawałków, przy czym te drugie z szacunku dla uszu słuchaczy Szad powinien wg mnie nagrać ponownie, na przyzwoitym sprzęcie. Jeśli taki był zamysł i właśnie tak miało to brzmieć, to ja przyznaję, nie czuję klimatu i na pewno co najmniej 2 osoby mniej kupią oryginał. A szkoda, bo, jak napisałem, materiał jeśli chodzi o warstwę muzyczno-liryczną całkiem konkretny.&lt;br /&gt;  VNM: 2 single zapowiadające album powiedziały do mnie: Musisz przesłuchać "De nekst best". Tak też uczyniłem, mimo lekkiej alergii na głos reprezentanta Prosto. Zalety? do 6 kawałka, może z wyjątkiem "Flaj", które, choć trzyma poziom, jest chyba nie dla mnie, po części ze względu na bit Volta, chłonąłem każdy wers z myślą "Chcę więcej takich płyt". Co zatem stało się później? Stało się mianowicie nieco monotematycznie. Pierwszy kawałek o tym jak było w podziemiu i jaką drogę VNM przeszedł był ok, drugi może jeszcze też, ale trzeci i czwarty już zdecydowanie nie. Mam chyba dość wygórowane oczekiwania co do śpiewanych refrenów, tutaj podołał im, co ciekawe, jedynie gospodarz. Niemniej "Flesze" dołączyłbym do zestawu opisanego na starcie, oczywiście po odpowiedniej edycji. Podobnie K2. Ostatecznie numerów jakby stricte dla mnie jest tu niemało, w sumie wyrzuciłbym 2 tracki o podziemiu i wyszłaby nieco krótsza, ale za to pozbawiona słabych punktów płyta. W ogólnej klasyfikacji stawiam bardzo wysoko.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-7841971376281451109?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/7841971376281451109/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=7841971376281451109' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/7841971376281451109'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/7841971376281451109'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2011/01/o-rapie-dziwne-rzeczy-cz-1.html' title='&quot;O rapie dziwne rzeczy...&quot; - cz. 1'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-7357238516976440225</id><published>2010-12-02T20:55:00.002+01:00</published><updated>2010-12-02T21:05:38.511+01:00</updated><title type='text'>"Haelucenogenoklektyzm" - coś na kształt analizy i interpretacji</title><content type='html'>Od momentu, kiedy wreszcie przesłuchałem od początku do końca pierwszy solowy album LUCa, zachęcam czasem niektórych znajomych do zapoznania się z nim. Okazuje się jednak, że dla ogromnej większości "Przypowieść o zagubieniu w czasoprzestrzeni" jest kompletnie abstrakcyjna i zwyczajnie nie wiedzą oni, o co chodzi. Dlatego też postanowiłem podjąć się tego nieco dziwnego i niełatwego zadania i napisać jak ja rozumiem te 25 utworów.&lt;br /&gt;  Wita nas nieco kosmiczne intro, o którym nie umiem zbyt wiele powiedzieć, dla mnie to po prostu wprowadzenie do świata abstrakcji i przeróżnych pomysłów autora. Podobny cel ma "Stan haelucynogenny", Gdzie Luc delikatnie daje do zrozumienia czego się możemy spodziewać i proponuje "Czuj zwyczajnie, nie pytaj i nie wnikaj". I tu się zaczyna: budzimy się wraz z autorem na środku jakiejś drogi. Skąd się tam wzieliśmy? Nie wiadomo, ale nie to jest istotne. LUC zauważa, że skoro to przelotowa trasa, to już dawno powinien zostać rozjechany przez jakiś samochód, co jednak nie następuje. Nie ma nikogo wokół, nic nie słychać. Po chwili zastanowienia, korzystając z kosmicznej wiedzy, autor konstatuje, że ludzie zostali porwani przez mieszkańców planety wodorostów. On sam, dzięki swoim kontaktom, został na Ziemi i ma do dyspozycji całe puste miasto. Niby to raj, można robić wszystko, co tylko przyjdzie człowiekowi do głowy, nie ma nikogo, kto mógłby za cokolwiek ukarać czy czegokolwiek zabronić. Po jakimś czasie jednak nie wygląda to już tak różowo. Zaczyna dokuczać samotność i w pewnym momencie LUC uznaje, że trzeba odbić ludzi z rąk kosmitów. Nie wiem zupełnie o co chodzi ze słowami dziadka, następny utwór natomiast jest już odniesieniem poprzedniej abstrakcyjnej wizji do ziemskich realiów. Coraz więcej ludzi daje się "porwać" jakimś kosmitom, mamy dla siebie coraz mniej czasu, "Wszyscy oddalamy się od siebie". Ta płyta to próba zmiany tego stanu rzeczy. "Gdzież Wyście są wszyscy? Ja jestem" - nawołuje LUC w następnym, maksymalnie wygiętym tworze. Nie koniec na tym refleksji o Ziemianach. Skoro nie ma ludzi, to przyjrzyjmy się temu, co po nich zostało. Zatem podróżujemy, a właściwie rozbijamy się z LUCem po pustym mieście przeróżnymi samochodami. Co widzimy? Reklamy, śmieci i niewiele więcej. To właśnie zostawimy po sobie, jeśli zostanie w ogóle cokolwiek, kiedy ktoś kiedyś postanowi użyć broni masowego rażenia do rozwiązania konfliktu.&lt;br /&gt;  Kolejny utwór sam w sobie wydaje się zupełnie niezrozumiały, wystarczy jednak połączyć go z zakończeniem poprzedniego i wszystko się wyjaśnia. Kaloryferem jest tu każdy ojciec zostawiający matkę samą z dzieckiem. Trzeba przyznać, spełnia taki człowiek w wychowaniu dziecka rolę podobną do roli kaloryfera. Na ten temat pisać można długo, jednak nie chcę mieszać swoich poglądów z przekazem zawartym na albumie.&lt;br /&gt;  Dalej mamy małą retrospekcję z czasów, kiedy Ziemia funkcjonowała normalnie. Rzecz dotyczy działalności pewnego skacowanego pana w pewnym barze i nie powinna sprawiać trudności ze zrozumieniem. Następnie zostajemy zasypani informacjami na temat wszelakich roślin, a przede wszystkim ich nazwami, przez człowieka rzekomo aktywnie zajmującego się "działkowaniem". Sama konstrukcja utworu jest wymowna, ponieważ dopiero na samym końcu pojawia się wzmianka o sadzeniu owych roślin i jest to wzmianka bardzo, rzekłbym, niewyraźna. Sadzimy stosunkowo niewiele, w taki czy inny sposób "zjadamy" natomiast praktycznie wszystko, jeśli nie dosłownie, to produkując rzeczy. Widać to dość dobrze. Kiedyś chodziło się do sklepów, potem do hipermarketów, dziś są to już centra handlowe. Można się troszkę pogubić w trakcie trwania całej przypowieści, ponieważ LUC czasem wciela się w zwyczajnego "Jednego z nas", czasem zaś opowiadając o sobie mówi w rzeczywistości o ogóle społeczeństwa. W "Pukagastrofazy godzina" mamy do czynienia z tym drugim przypadkiem, co wzmaga wrażenie abstrakcyjności.&lt;br /&gt;  Natrafiamy na pierwszą historię bez słów, wszystko, co jest do opowiedzenia wyrażone jest muzyką. W roli głównej ludzie, ale tylko jako "zjadacze". Słuchać na słuchawkach.&lt;br /&gt;  Wracamy do pozostawionego samotnie w pustym mieście LUCa. Nie ma ludzi, wszystko zostało zjedzone, zatem nastała cisza. Cisza tak cicha, że nie wiadomo, jak ją przegadać. Cisza nieustępliwa, która samym swoim istnieniem wiele może powiedzieć o nas. Rola tejże przypadła w udziale Rahimowi.&lt;br /&gt;  Robi się trochę strasznie. Do ciszy dołącza ciemność. LUC jest sam, w pustym, cichym, ciemnym mieście. Coś na kształt powolnego tracenia zmysłów. Trzeba temu zapobiec, zatem chociaż ciemności się pozbywamy, paląc w całym mieście światła. Miastem rządzi prąd, bo kimże jest w tym momencie LUC wobec niego? Patrząc szerzej, czy my w ogóle potrafimy wyobrazić sobie dziś funkcjonowanie bez prądu? Owszem, jest przydatny, ale my granice przydatności dawno przekroczyliśmy. Karmimy z jego pomocą zmysły, z niektórymi ludźmi kontakt ograniczamy do tego z pomocą prądu, czyli internet + telefon, bo żeby się spotkać nie mamy czasu lub chęci. Ktoś jednocześnie sprzedaje za potężne pieniądze reklamy twierdząc, że może z ich pomocą wpływać na ludzi, tak aby kupowali dany produkt, oraz gry komputerowe i filmy dla dzieci, które rzekomo przecież wiedzą, że to na niby, więc nie ma nic złego w pokazywaniu im obrazów przemocy i agresji. A Wszystko z pomocą prądu właśnie.&lt;br /&gt;  Pojawia się nuda. Właściwie nic się tu nie dzieje, jest spokój, wszystkie możliwe zajęcia już stały się nudne. Co zatem robić? Chyba jedynie zasnąć. Nie ma po co dalej żyć, bo nie ma już czego doświadczyć. Tak oto pierwsze przebudzenie dobiega końca.&lt;br /&gt;  Gdzie się budzimy? Właściwie nigdzie. Nie wiadomo co to za miejsce, w ogóle niewiele wiadomo. Wyjaśnia się natomiast cel całej tej opowieści: "LUC to LUC czy wy...imaginowana przez niego maska"?? Z tych wszystkich zagmatwanych abstrakcji wyłania się sens i przekaz, czyli porcja obserwacji, które mniej lub bardziej nieudolnie starałem się w tym tekście przytoczyć. Na sam koniec otrzymujemy zaś cios prosto w ego: składamy się z takiej samej materii jak wszystkie inne stworzenia, jesteśmy teoretycznym pomidorowym przecierem.&lt;br /&gt;  Jeśli ktoś mówi o czymś nie wprost, każdy odbiorca filtruje taką wypowiedź i interpretuje na swój sposób. Powyższy tekst jest zatem jedynie taką moją interpretacją. Właśnie tak rozumiem ten album, właśnie to z niego wyciągnąłem. Czy to "Poeta miał na myśli"? To wie tylko on sam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS: Dzięki &lt;a href=http://blog.jesteśsuper.pl&gt; autorowi tego bloga &lt;/a&gt; za korektę&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-7357238516976440225?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/7357238516976440225/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=7357238516976440225' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/7357238516976440225'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/7357238516976440225'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2010/12/haelucenogenoklektyzm-cos-na-ksztat.html' title='&quot;Haelucenogenoklektyzm&quot; - coś na kształt analizy i interpretacji'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-3275001856271242770</id><published>2010-11-12T19:38:00.001+01:00</published><updated>2010-11-12T19:38:48.109+01:00</updated><title type='text'>O traceniu czasu</title><content type='html'>Rozmawiając z różnymi ludźmi na temat studiowania często spotykam się z pojęciem "Straconego roku". Czasem dotyczy to nawet kilku lat. Ów "stracony" czas mamy wtedy, kiedy np. nie zdamy matury przy pierwszym podejściu i nie pójdziemy w związku z tym od razu po średniej szkole na studia, bądź też te studia rzucimy (wtedy "stracone" są wszystkie lata od rozpoczęcia nauki na danym kierunku). Jednak czy aby na pewno?&lt;br /&gt;  O traceniu czasu można mówić właściwie tylko w połączeniu z jakimś konkretnym celem, pytanie więc co uznajemy za cel? Oczywiście, odpowiedź jest jasna: skończenie studiów. Jednak ten papierek sam z siebie nie zmieni naszego życia w raj, dalszym, bardziej życiowym celem jest więc znalezienie z jego pomocą pracy. Zatem rok przerwy między szkołą średnią a studiami oznacza mniej więcej tyle, że pójdziemy rok później do pracy. Oczywiście, można się spierać, że przecież praca to dochody, pieniądze, które pomogą nam spełniać marzenia itd, jednak ten akurat argument bardzo często weryfikuje życie i okazuje się, że krążymy przez 40 lat między pracą a domem, spłacamy kredyt mieszkaniowy bądź wydajemy pieniądze na coś równie ważnego, a wolne chwile spędzamy przed telewizorem. Zatem jakiej straty się boimy? Napracować się w życiu każdy zdąży, chyba, że np. zadbamy o odpowiednio wysoki pasywny dochód, czego nawiasem mówiąc studia nie uczą. Do mojej szkoły przyjeżdżały i prawdopodobnie nadal przyjeżdżają z Australii dziewczyny w wieku 18, 19 lat w ramach swojego roku przerwy, po maturze, a przed studiami. Czy ten czas jest dla nich stracony? Przypuszczam, że żadna by go tak nie określiła. Że nas, Polaków, bardzo często nie stać na taki wyjazd? Jasne, ale czy to jedyny sposób na spożytkowanie roku? Czy jeśli zrobisz w tym czasie coś, co przybliży Cię do tego, kim chcesz być, będzie to czas stracony? Przy odpowiedniej mobilizacji rok działalności we własnym zakresie kilkukrotnie przewyższy pod tym względem rok studiowania. Istotna wiedza, jaką wyniosłem z pierwszego roku studiów na kierunku informatyka stosowana to znajomość języka C i C++ oraz trochę podstaw informatyki. Cała reszta, pochłaniająca oczywiście dużo więcej czasu, to głównie wyższa matematyka i fizyka, z których pożytku wiele nie mam i najpewniej nie miałbym nawet, gdybym te studia dokończył.&lt;br /&gt;  Czy zatem ten ponad rok spędzony na uczelni był czasem straconym? Czy nie lepiej było poświęcić jeszcze te 2 lata, pomęczyć się i zrobić chociaż inżyniera? Moja odpowiedź na oba pytania brzmi Nie. Ponad rok na uczelni czasem straconym nie był, bo po pierwsze zdobyłem nowe, specyficzne doświadczenie, po drugie poznałem kilka naprawdę ciekawych osób, z którymi utrzymuję kontakt do dziś. Wreszcie po trzecie, uświadomiło mi to, co ja tak naprawdę chcę robić w życiu i jak moje życie będzie wyglądać, jeśli z tego zrezygnuję. Z tego też powodu uznałem, że kontynuowanie studiów już stratą czasu by było.&lt;br /&gt;  Zatem, czytelniku drogi, jeśli wyznajesz pogląd opisany na wstępie, jeśli np. nie zdałeś matury lub też wybrałeś nietrafnie kierunek studiów i źle się czujesz z myślą o stracie roku, zadaj sobie jedno pytanie: Kim chcę być? A potem spójrz na rok, którego większą część masz jeszcze przed sobą, z tej perspektywy i zrób wszystko, by okazał się on rokiem zyskanym. Na pewno będziesz wiedzieć jak.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-3275001856271242770?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/3275001856271242770/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=3275001856271242770' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/3275001856271242770'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/3275001856271242770'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2010/11/o-traceniu-czasu.html' title='O traceniu czasu'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-3950815152240332667</id><published>2010-07-18T14:06:00.001+02:00</published><updated>2010-07-18T14:07:23.944+02:00</updated><title type='text'>"Tylko oryginał ma ten dobry klimat" - cz. x+1, czyli "Czas jest teraz, a miejsce jest tu"</title><content type='html'>Impreza, sporo ludzi w mieszkaniu. Z kuchni, w której wszyscy siedzą wyciągają mnie dwaj bracia. "Chrońmy lasy" mówi jeden z nich, podając mi zafoliowany album. Nie od razu dociera do mnie co trzymam w ręce, jednak już po chwili z głośników płyną dźwięki "Totemu leśnych ludzi". Zdecydowanie jedna z ważniejszych płyt w polskim rapie moim skromnym zdaniem, stąd moja reakcja na prezent była, i właściwie nadal jest, bardzo radosna. Od chwili wydania nauczyłem się albumu prawie na pamięć, kwestią czasu jest wspólne rymowanie z DGE. No dobrze, ale o czym on tam w ogóle mówi?&lt;br /&gt;  Ile uwagi w swoim życiu poświęcamy chwili obecnej? Od pewnego czasu lubię zadawać ludziom pytanie "Potrafisz przestać myśleć?" Okazuje się, że najczęściej odpowiedź brzmi "Nie". Problem w tym, że tak naprawdę tylko ten moment jest realny. Nie da się żyć kiedy indziej, niż teraz, a mimo to mnóstwo ludzi właściwie żyje w swoich głowach, myśląc ciągle rzeczy w stylu "Będę szczęśliwy, kiedy..." albo "jak to kiedyś było dobrze". I kiedy cel z opcji pierwszej zostanie osiągnięty, po stosunkowo niedługim czasie pojawia się następny warunek szczęścia. I tak bez końca. Oczywiście jeśli już taki człowiek osiągnie tzw. wszystko, pojawiają się obawy co to będzie, jeśli to straci. Genialnie prosty sposób na to, aby nigdy nie być szczęśliwym.&lt;br /&gt;  Nawet jeśli ktoś nie myśli ciągle o przeszłości lub przyszłości w taki sposób, to i tak cały czas w głowie ma strumień myśli. I jak tu się na czymkolwiek skupić, kiedy ciągle gadamy sami do siebie? Na chwilę obecną uwagi pozostaje niewiele. Sam nie raz np. czytając książkę łapałem się na tym, że nie wiem o czym była mowa w ostatnich kilku zdaniach, bo odbiegłem gdzieś myślami. Może dlatego tak lubię thrillery i tym podobne twory. Momenty akcji pochłaniają mnie na tyle, że na myślenie z kolei nie wystarcza uwagi.&lt;br /&gt;  Najkrótszym podsumowaniem treści albumu jest moim zdaniem cytat "Czas jest teraz, a miejsce jest tu". Treść każdego utworu w jakiś sposób mi się z tym wiąże. Kilka innych? "Wiem tylko tyle ile sam się dowiem" - już wcześniej zasłyszany u Waldemara Kasty, "Nie mam pojęcia skąd się tu wziąłem" - ktoś wie? Każdy w coś wierzy, ale nikt nie wie na pewno. Kojarzy ktoś jakąś inną płytę o podobnym przekazie? Życzę szczęścia. Panowie, dziękuję:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-3950815152240332667?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/3950815152240332667/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=3950815152240332667' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/3950815152240332667'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/3950815152240332667'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2010/07/tylko-orygina-ma-ten-dobry-klimat-cz-x1.html' title='&quot;Tylko oryginał ma ten dobry klimat&quot; - cz. x+1, czyli &quot;Czas jest teraz, a miejsce jest tu&quot;'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-6675365823906525613</id><published>2010-06-20T21:26:00.000+02:00</published><updated>2010-06-20T21:27:34.662+02:00</updated><title type='text'>"A mnie te przemyślenia naszły"</title><content type='html'>Dzień pod znakiem pierwszej tury wyborów prezydenckich powoli ma się ku końcowi, Trochę też może za późno na takie przemyślenia, gdyż każdy już swój głos oddał, albo i nie, ale na przyszłość się przyda.&lt;br /&gt;  Jak to jest, że z reguły wybieramy nie tych, którzy mają konkretne, sensowne programy, pomysły, wyznają konkretne wartości, a tych, których zwyczajnie stać na zrobienie potężnej kampanii wyborczej? Dlaczego kryterium skuteczności jest nie to, kto lepiej, a kto głośniej? Czy nie czas, abyśmy wreszcie przestali się na to nabierać? I w końcu dlaczego dziwimy się potem, że mamy u władzy krętaczy, kłamców i aferzystów? "Kupili" sobie poparcie, władzę, więc korzystają. Co najmniej kilka razy usłyszałem dziś, że zmarnuję głos, bo osoba, na którą chcę głosować nie ma szans. Zatem powinienem głosować na tego, kto ma największe szanse? Nawet jeśli te szanse wynikają z tego, o czym pisałem wyżej? Dlaczego mam jeszcze pomagać komóś takiemu? Na ile mogę, na tyle będę przeszkadzał, a z tego co obserwuję grupa takich jak ja powoli rośnie.&lt;br /&gt;  Żeby nie było tak krytycznie powiem jak moim zdaniem powinno to wszystko wyglądać. Wizja zresztą jest dość prosta: zanim pójdziesz oddać głos, zapoznaj się z programami WSZYSTKICH kandydatów czy partii. Nie może być tak, że jedynym źródłem informacji dla większości ludzi jest telewizja, radio czy wszelkie inne media czy reklamy, właśnie dlatego, że są one zdominowane przez tych, których na to stać. A to przecież nie plebiscyt na najbogatszego polityka, czyż nie?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-6675365823906525613?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/6675365823906525613/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=6675365823906525613' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/6675365823906525613'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/6675365823906525613'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2010/06/mnie-te-przemyslenia-naszy.html' title='&quot;A mnie te przemyślenia naszły&quot;'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-9099506858752059470</id><published>2010-05-25T18:34:00.002+02:00</published><updated>2010-05-25T18:38:43.301+02:00</updated><title type='text'>trochę o rapie</title><content type='html'>Na polskiej rapowej scenie nadal seria disów. Trwa to już, żeby nie skłamać, 8 miesięcy. Kwotę zasądzoną przez sąd Peja spłaca w dużej mierze pieniędzmi fanów, którzy kupili "Czarny wrzesień", w wojnę angażują się coraz to nowi raperzy, a ja obserwuję i mam coraz większy przesyt. To jest po prostu żałosne. Ktoś tu chyba ma przerośnięte ego i koniecznie musi wszystkim udowodnić... hmm, no właśnie, co tak właściwie? I po co? Chyba wolę nie mieć ego.&lt;br /&gt;  A co jeszcze na tej naszej scenie? Albo niewiele, albo ja nie na bieżąco jestem. Chociaż może po prostu w zalewie informacji robię zwyczajną selekcję opartą o własny gust i zostaje tego mało. Kiedyś słuchałem prawie wszystkiego, co najmniej raz. Z trudem przebrnąłem przez płyty, na których po odjęciu bębnów i nawijki nie grałoby praktycznie nic. Może zbyt późno ta muzyka mnie znalazła, może chodzi o coś innego, ale po prostu nie czuję klimatu takich produkcji. Jestem bezczelnym ignorantem i nie znam większości tzw. klasycznych rapowych Amerykańskich płyt, zwyczajnie ich nie rozumiem. Niby bity, umiejętności itd., ale dla mnie jak widać to wszystko razem to za mało, a rap Amerykański sam w sobie jest chyba za słabą motywacją do nauczenia się w wystarczającym stopniu angielskiego. I jak ja się teraz pokażę na tej scenie z jakąkolwiek twórczością? Przecież to hańba tego wszystkiego nie znać. &lt;br /&gt;  Na forum asfalt.pl zapytałem użytkowników co sądzą o samplowaniu muzyki z CD lub plików w jakości bezstratnej. Ciekawe, że tam dyskutowano nad dwiema opcjami: winyl czy mp3. Winyl to oczywiście idealna wersja, niemniej chyba nie widziałem nigdzie na winylu soundtracku do filmu "Bandyta", z którego samplował O.s.t.r. do kilku bitów z "Tabasco". Mp3 to z kolei przegięcie w drugą stronę, bo kompresja do tego formatu wiąże się często ze sporą utratą jakości. Mimo wszystko propozycja nie spotkała się z prawie żadnym odzewem, co mnie trochę dziwi. No, to idę posłuchać jakiegoś old schoolu z winyla na moim cudnym gramofonie:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-9099506858752059470?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/9099506858752059470/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=9099506858752059470' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/9099506858752059470'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/9099506858752059470'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2010/05/troche-o-rapie.html' title='trochę o rapie'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-1217034512877307918</id><published>2010-05-22T00:04:00.003+02:00</published><updated>2010-05-22T00:15:04.035+02:00</updated><title type='text'>"Gdzież Wyście są wszyscy"</title><content type='html'>A napiszę o tym, bo w sumie czemu nie. Że się wywnętrzam? Taki mam kaprys.&lt;br /&gt;  Chcę do ludzi! Mam dość kontaktowania się za pomocą komputera czy telefonu. To jest fajne, ułatwia życie itd i wszystko pięknie, póki nie staje się głównym sposobem na kontakt. Chcę wyjść na miasto, poznać kogokolwiek ciekawego, ale w kółko mój głos wewnętrzny mi gada, że przecież nawet nie będę wiedział do kogo podchodzę. Poznawanie ludzi w internecie jak już pisałem wcale nie musi prowadzić do spotkania w realnym świecie, choć czasem tak się zdarza. Wśród znajomych coraz więcej osób "Nie ma czasu", a ja nie rozumiem dokąd oni biegną i co im tego czasu tyle pożera. Chyba nie chciałbym któregoś dnia obudzić się pośród wszystkich otaczających mnie rzeczy, na które ciężko i długo pracowałem, najpierw studiując, potem na etacie i uświadomić sobie, że wokół mnie nie ma nikogo. Rzuciłem studia, kilka osób próbowało mnie od tego odwieźć, niektórzy chyba pomylili mądrość z wykształceniem i w ich oczach pewnie straciłem sporo. Nie płaczę, moje poczucie własnej wartości na tym nie ucierpiało. Informatyka jest fajna, ok, dopóki nie chce Ci zjeść całego Twojego czasu. Nie jestem aż takim pasjonatem. Uczyć się nie przestałem i chyba nigdy nie zamierzam, a śmiem twierdzić, że wiedza, którą przyswajam przyniesie mi więcej pożytku niż jakiś dyplom. &lt;br /&gt;  Trochę nie moich przemyśleń, jednak wygląda na to, że całkiem prawdziwych: Ktoś bardzo sprytnie zrobił dziurę między mężczyznami i kobietami, na której zarabia. W czym rzecz? Ano w tym, że od dłuższego już czasu promuje się jedyny słuszny wzorzec piękna kobiety i wmawia się jej, że żaden facet się nią nie zainteresuje, jeśli nie będzie dokładnie tak wyglądać. Jeśli kobieta uwierzy, to kupi wszystko, co pomoże jej odpowiednio ten wygląd zmienić. Z kolei facetów trzeba przekonać, że nie mają u tych kobiet najmniejszych szans, jeśli nie będą mieć samochodu, modnych ciuchów, drogiego zegarka czy czegokolwiek innego. To takie proste: sprzedajemy produkt, który zaspokaja wykreowaną przez nas potrzebę. No bo sprzedaj tu cokolwiek komuś, kto niczego nie potrzebuje, kto jest szczęśliwy? Nie da rady. I tak oto ludzie, zamiast poświęcać czas na przebywanie ze sobą, pracują, by kupić te wszystkie rzeczy mające im to poznawanie się i przebywanie ze sobą umożliwić. Zatem ja czas, który poświęciłbym na pracę na te wszystkie "gwarancje szczęścia z kobietami", wolę spędzić na byciu szczęśliwym tak po prostu, z zasady. To jak, spotkamy się?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-1217034512877307918?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/1217034512877307918/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=1217034512877307918' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/1217034512877307918'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/1217034512877307918'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2010/05/gdziez-wyscie-sa-wszyscy.html' title='&quot;Gdzież Wyście są wszyscy&quot;'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-476521592361861754</id><published>2010-05-06T21:04:00.001+02:00</published><updated>2010-05-06T21:06:39.234+02:00</updated><title type='text'>"Matrix już tylko 3 kroki stąd"</title><content type='html'>Świat zwariował. Słuchając L.U.C.a takich utworów jak "Elektroneuronowa przyjaźń" czy "w cyfrach systemu" myślałem, że może jednak nieco on przesadza. Już wiem, że nie. No ale konkretnie:&lt;br /&gt;  Zdarza się, że poznaję nowych ludzi za pomocą np. internetu czy smsów. Nie ukrywam, wynika to po części stąd, że mam w pewnym stopniu ograniczoną opcję pt. podchodzenie do ludzi na ulicy, nawet nie bardzo wiedziałbym do kogo podchodzę, żeby zagadać. W każdym razie poznałem ostatnio 2 całkiem sympatyczne osoby i po pewnym, moim zdaniem i tak nieco długim czasie, zacząłem drążyć temat spotkania. I tu zaczęły się schody. Najpierw jedna z nich odwołała spotkanie na pół godziny przed, później niby wszystko było ok, jednak temat spotkania był jakby niezręczny, ostatecznie kiedy powiedziałem co na ten temat myślę kontakt się urwał. Druga osoba z kolei jest autorką jednej z bardziej kosmicznych bzdur, jakie kiedykolwiek słyszałem. Otóż nie spotka się ze mną na razie, ponieważ chce mnie lepiej poznać. Wtedy się zdenerwowałem, dziś bucham śmiechem, a kontakt również się urwał, tak jak w pierwszym przypadku nie z mojej inicjatywy. Zatem albo ja nie podążam z duchem czasu, albo niektórzy z nas zapominają powoli, że w zasadzie to my ludźmi jesteśmy, a nie seriami wiadomości tekstowych. Co z tego wyniknie?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-476521592361861754?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/476521592361861754/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=476521592361861754' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/476521592361861754'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/476521592361861754'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2010/05/matrix-juz-tylko-3-kroki-stad.html' title='&quot;Matrix już tylko 3 kroki stąd&quot;'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-126369176734269714</id><published>2010-01-23T16:17:00.001+01:00</published><updated>2010-01-23T16:17:30.397+01:00</updated><title type='text'>"Pozwól mi nie mówić nic"</title><content type='html'>"Mówił" będzie niejaki Małpa, raper, który niedawno zadebiutował albumem "Kilka numerów o czymś". Utwór, który prezentuję to remiks mojego autorstwa stworzony na konkurs. Zwycięstwo przypadło komóś innemu, więc na winylu (przynajmniej na razie) tego bitu nie usłyszymy, ale dla zainteresowanych mam wersję w &lt;br /&gt;&lt;a href="http://rapidshare.com/files/339853452/Ma__pa-Pozw__l_mi_nie_m__wiae__nic__Witostr_remix_.flac"&gt;&lt;i&gt; jakości bezstratnej &lt;/i&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jako, że pliczek jest na serwerze rapidshare nie gwarantuję, że link będzie działał za kilka miesięcy, alternatywnie więc podaję wersję mp3. Tenże link w planach ma działanie dużo dłuższe dzięki uprzejmości administratora serwisu &lt;a href="http://www.pkp-jazda.pl"&gt;&lt;i&gt; Pkp-jazda &lt;/i&gt;&lt;/a&gt;, podobnie jak zwrotka, którą kiedyś prezentowałem.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.pkp-jazda.pl/vitostr/Malpa-Pozwol_mi_nie_mowic_nic.mp3"&gt;&lt;i&gt; wersja mp3 &lt;/i&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-126369176734269714?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/126369176734269714/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=126369176734269714' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/126369176734269714'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/126369176734269714'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2010/01/pozwol-mi-nie-mowic-nic.html' title='&quot;Pozwól mi nie mówić nic&quot;'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-8284563791993995776</id><published>2010-01-13T16:30:00.002+01:00</published><updated>2010-01-13T16:32:53.746+01:00</updated><title type='text'>Do pracy!</title><content type='html'>Śmieszne rzeczy się dzieją na tym świecie. Otrzymałem dziś ofertę pracy, która... nie jest skierowana do mnie:d. Konkretnie: Mile widziane są osoby niepełnosprawne, ale:&lt;br /&gt;"Uwaga:&lt;br /&gt;z powodu ograniczeń architektonicznych oraz z uwagi na specyfikę pracy na proponowanych stanowiskach, oferta ta nie jest kierowana do osób mających duże&lt;br /&gt;problemy w poruszaniu się, niewidomych oraz niesłyszących."&lt;br /&gt;Zaznaczam, że nadawcą oferty jest osoba, która doskonale wie, że jestem niewidomy, a nie np. serwis z ofertami pracy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-8284563791993995776?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/8284563791993995776/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=8284563791993995776' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/8284563791993995776'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/8284563791993995776'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2010/01/do-pracy.html' title='Do pracy!'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-5042956234367417911</id><published>2009-12-24T14:17:00.000+01:00</published><updated>2009-12-24T14:18:20.466+01:00</updated><title type='text'>Życzenia</title><content type='html'>Zaczynam zauważać pewne pozytywne zjawisko. Otóż jeszcze rok temu większość życzeń, jakie otrzymywałem składała się z banalnego wierszyka, dodatku w stylu "Wesołych świąt" i podpisu, lub też, co gorsza, linku do jakiejś świątecznej kartki w jakimś nie mniej świątecznym serwisie. W tym roku oczywiście nie zabrakło takowych zjawiskowych i jedynych w swoim rodzaju życzeń, jednak stanowią one na szczęście mniejszość. Coraz częściej dostaję normalne, proste, ale dzięki temu naturalne i chyba bardziej szczere życzenia. Od zawsze wszystkim powtarzałem, że wolę kilka prostych słów, niż wklejkę z jakiegoś serwisu w stylu www.rozeslijtezyczeniawszystkimznajomym.pl. Czy nie jest Wam miło, kiedy ktoś złoży Wam życzenia prosto z serca? A jak się czujecie dostając po raz dziesiąty ten sam wierszyk, z tą różnicą, że nadawcą jest ktoś inny? W czasach, kiedy coraz częściej na pytanie "Kiedy moglibyśmy się spotkać" dostaję odpowiedź "Nie wiem, nie mam czasu" taka zmiana naprawdę cieszy.&lt;br /&gt;  Jak powiedział L.U.C. "Fizyka i czas dzielą nas, roztapiają nasze kontakty". Sam to zauważam, dlatego też życzę nam wszystkim wzmocnienia naszych więzi. Rzućmy obłudę i przeżyjmy te święta w atmosferze miłości, radości i pokoju. Tak po prostu, szczęśliwie. Pozdrawiam&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-5042956234367417911?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/5042956234367417911/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=5042956234367417911' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/5042956234367417911'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/5042956234367417911'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2009/12/zyczenia.html' title='Życzenia'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-7306359180995803016</id><published>2009-12-08T23:35:00.001+01:00</published><updated>2010-02-02T16:40:12.644+01:00</updated><title type='text'>O pełnej dowolności wyboru</title><content type='html'>Postanowiłem za pośrednictwem strony internetowej mojego operatora aktywować kilka pakietów sms. Kazano mi potwierdzić zlecenie. Jedno z pól nazywało się "Krotność" i jak można się domyślić dotyczyło ilości pakietów. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po wpisaniu w to pole liczby 3 otrzymałem komunikat brzmiący mniej więcej: Wpisana w polu Krotność wartość jest niepoprawna. Proszę wpisać liczbę nie większą niż 1. Chciałbym zatem wiedzieć jaki ja mam właściwie wybór jeśli chodzi o to, co mogę w to pole wpisać? Najciekawsze, że pakietów można aktywować dowolną ilość, nie mniej jednak każdy trzeba aktywować osobno. Jakby to Łona powiedział "Absurd i nonsens".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-7306359180995803016?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/7306359180995803016/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=7306359180995803016' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/7306359180995803016'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/7306359180995803016'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2009/12/internetowe-absurdy.html' title='O pełnej dowolności wyboru'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-3006747954160954611</id><published>2009-10-04T22:32:00.004+02:00</published><updated>2011-01-14T19:22:07.432+01:00</updated><title type='text'>"Jak zapomnieć" O "Nie mogę Cię zapomnieć"?</title><content type='html'>Stylem Artura Andrusa zacznę od czegoś zupełnie nie związanego z tytułem:&lt;br /&gt;  Jako, że korzystałem swego czasu z usług pewnej firmy zajmującej się realizacją doładowań telefonicznych, mili Ci państwo postanowili uraczyć mnie przecudowną i zupełnie mi niepotrzebną ofertą promocji. Coś w stylu "20% więcej na koniec lata". W końcowej części maila znalazł się tekst:      Jeśli nie chcesz otrzymywać informacji o promocjach kliknij. Kliknąłem i... przeglądarka ogłosiła "404 not found". Sprytny sposób na uniemożliwienie klientowi rezygnacji z tychże maili, prawda?&lt;br /&gt;  Kilka dni temu miałem okazję usłyszeć utwór z nowego, do pewnego czasu długo przez niektórych wyczekiwanego albumu Agnieszki Chylińskiej. Czemu do pewnego czasu? &lt;br /&gt;&lt;a href=http://www.youtube.com/watch?v=h0v7a5_hOEQ&gt;&lt;i&gt;Klik&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Mam to skomentować? W pierwszej chwili myślałem, że może to jakiś remiks, jednak zapowiedź wygląda na jednoznaczną. Nie omieszkałem wkleić linka do opisu w Mirandzie, co zaowocowało dwoma rozmowami, jedną tekstową za pomocą komunikatora, drugą telefoniczną. Z pierwszej jasno wynika, że ta Pani ma o jednego fana mniej. Druga? Cóż, zostałem wręcz zapytany czy to jakiś żart, a to chyba mówi samo za siebie. Niestety, rozczarowałem rozmówcę. Lepiej więc chyba jak najszybciej zapomnieć o "Nie mogę Cię zapomnieć".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-3006747954160954611?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/3006747954160954611/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=3006747954160954611' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/3006747954160954611'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/3006747954160954611'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2009/10/jak-zapomniec-o-nie-moge-cie-zapomniec.html' title='&quot;Jak zapomnieć&quot; O &quot;Nie mogę Cię zapomnieć&quot;?'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-3838688821675870997</id><published>2009-05-30T11:43:00.001+02:00</published><updated>2009-05-30T11:43:28.963+02:00</updated><title type='text'>Teatr niespełnialnych marzeń</title><content type='html'>Pięknie wydana, kolekcjonerska edycja, 4 cd, 2 lp plus jakieśtam gadżety. Każdy fan chciałby chyba mieć coś takiego, a tym bardziej fan posiadający gramofon. "I pięknie to wygląda, tylko, że..." No właśnie.&lt;br /&gt;  Zacznijmy jednak od początku: Wczoraj wieczorem dotarła do mnie informacja: Wychodzi nowy album Dream Theater. Znalazłem jakiś kradziony materiał, co do którego jednak nie mam pewności po moich doświadczeniach choćby z "Poetami", że będzie ostateczną wersją. Słucham go właśnie w tym momencie, ale o tym za chwilę. Ważniejsze jest to, że na stronie jakiegoś sklepu znalazłem informację o tej limitowanej edycji. Pomyślałem sobie: No dobra, 200, może 250 zł niemoje, ale będę to miał. I co? I już wiem, że się pomyliłem. To cudo kosztuje 529 zł! Czy to nie jest lekka przesada? Poprzedni album w wersji z DVD kosztował 75 zł. Załóżmy, że te 4 cd kosztowałyby 150 zł, co i tak wg mnie jest już ceną mocno wygórowaną. Polskie rapowe 2lp kosztują z reguły ok. 60 zł, jako, że to jest zagraniczny album mogę uznać, że może kosztować 2 razy drożej, czyli powiedzmy 120, 130. W sumie wychodzi mniej więcej 280, ale powiedzmy, że przebolałbym 300. Pozostałę 200 zapłaciłbym chyba za sam fakt, że to edycja limitowana, a to mi się nie uśmiecha, tym bardziej, że stan moich finansów zwyczajnie nie pozwala na coś takiego.&lt;br /&gt;  No i drugi aspekt całej sprawy. Przesłuchując materiał dotarłem do utworu nr 4. I co usłyszałem? Zlepek motywów z Train of Thought. Kolejny minus dla zespołu. Jeśli się okaże, że to, co słyszę to finalna wersja płyty, to nie wiem, czy nie poprzestanę na edycji najbardziej podstawowej. Jeżeli już wydaję na płyty takie potężne kwoty, to lubię czuć, że było warto, a tutaj nie miałbym tej pewności.&lt;br /&gt;PS: Jeśli chodzi o "Poetów" okazało się, że utwór Roszji na oryginalnej płycie jest nagrany zupełnie inaczej. Przede wszystkim wokal nie brzmi jakby należał do Fisza, no i bit jest nieco bardziej urozmaicony, co stawia ten utwór w mojej ocenie dużo wyżej, niż poprzednio.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-3838688821675870997?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/3838688821675870997/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=3838688821675870997' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/3838688821675870997'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/3838688821675870997'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2009/05/teatr-niespenialnych-marzen.html' title='Teatr niespełnialnych marzeń'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-203028920603625968</id><published>2009-05-27T23:18:00.000+02:00</published><updated>2009-05-27T23:19:04.397+02:00</updated><title type='text'>"Żegnamy reklamy"</title><content type='html'>Dwie małe historyjki, które postanowiłem spisać, by je ocalić przed zapomnieniem:&lt;br /&gt;  Pierwsza miała miejsce równo tydzień temu. Razem z udzielającym się czasem w komentarzach Kloze szliśmy dolną płytą dworca PKS w Krakowie. Naszym celem było stanowisko nr 6, gdzie stał autobus, którym przyjechał ze Stalowej Woli (układ dużych i małych liter inny niż ostatnio, ale też nieprzypadkowy) jeden z naszych, a na pewno moich wieloletnich kumpli. Nie to jednak jest najważniejsze. Rzecz w tym, że idąc tak sobie i rozmawiając usłyszeliśmy nagle z głośników coś takiego: "Reklama...  Po reklamie". Kloze, który akurat o czymś mówił, przerwał i oboje wybuchnęliśmy śmiechem, co chyba trochę zdziwiło przynajmniej część ludzi będących w pobliżu.&lt;br /&gt;  Drugi epizod wydarzył się dzień później, bez Kloze, za to z Tomkiem, wspomnianym wyżej przyjezdnym ze Stalowej Woli. Szliśmy sobie chodnikiem w stronę naszej byłej szkoły, ja oczywiście z białą laską udając przewodnika. Jakież było moje zdziwienie, kiedy usłyszałem z ust mijającej nas i idącej w przeciwnym kierunku wychowawczyni "Do widzenia". Zamurowało mnie i po prostu nic nie odpowiedziałem. Widać przyzwyczajenie robi swoje i kobieta widząc białą laskę uznała, że jesteśmy uczniami, którzy wracają z wyjścia w miasto, a że sama pewnie szła już do domu, więc chciała się pożegnać. A skoro nas nie rozpoznała, to pewnie teraz się zastanawia co to za niekulturalni uczniowie, skoro nawet jej nie odpowiedzieli.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-203028920603625968?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/203028920603625968/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=203028920603625968' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/203028920603625968'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/203028920603625968'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2009/05/zegnamy-reklamy.html' title='&quot;Żegnamy reklamy&quot;'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-1150459816737340870</id><published>2009-05-09T20:18:00.002+02:00</published><updated>2009-05-12T09:05:38.858+02:00</updated><title type='text'>"Jak widzisz lubię szydzić"</title><content type='html'>Kolejny post z cyklu "Lubię się czepiać".&lt;br /&gt;  Wszystko zaczęło się od tego, że - w związku z jakże małą ilością komentarzy na blogu - postanowiłem zainstalować tu jakiś licznik odwiedzin żeby mieć jakie takie pojęcie czy ktokolwiek czyta to co piszę. Wygooglałem więc google analytics, zainstalowałem z niewielkimi komplikacjami, które jednak udało się rozwiązać i w efekcie od nieco ponad miesiąca jesteście zliczani. Ba, żeby tylko zliczani: jeśli ktoś trafi na tego bloga z wyszukiwarki, to ja wiem co w nią wpisał. A co ludzie wpisują? Ano właśnie, o tym będzie ten post.&lt;br /&gt;  Pominę względnie normalne sformułowania, skupię się tylko na tych ciekawszych. A więc jedziemy, tym bardziej, że wiele tego nie jest:&lt;br /&gt;  "czy mogę kupić głośniki do komputera za stypendium" - Ktoś chyba zbyt dosłownie odebrał sformułowanie "Zapytaj google".&lt;br /&gt;  "glosnik do srodka wciaga"&lt;br /&gt;  "Jak usłyszeć swój głos w głośnikach" - hmm, kupić mikrofon?&lt;br /&gt;  "Nikt nie zauważy brak" - przyznam szczerze, że nie wiem czego ten ktoś szukał.&lt;br /&gt;  "opóźniony dźwięk nagrywany z gramofonu" - to chyba latencja, no ale wybaczam, bo słowo może być mało znane.&lt;br /&gt;"straciłem głos w głośnikach w laptopie" - to na pewno jakiś wirus:P. Albo bakteria:P.&lt;br /&gt;"Utwory z płyty poeci" - A co poeta miał na myśli? Mp3, tracklistę, a może jeszcze coś innego?&lt;br /&gt;trzci wymiar rymuje rotunde.&lt;br /&gt;  Na ten moment to wszystko, zapewne jednak w przyszłości pojawi się jeszcze trochę takich perełek i chętnie się nimi z Wami podzielę. Będę aktualizował tego posta co jakiś czas. Tymczasem zachęcam przede wszystkim nieznajomych do zostawiania jakichś śladów bytności, np. w księdze gości. Nie miejcie obaw, nie odinstaluję z tego powodu licznika.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-1150459816737340870?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/1150459816737340870/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=1150459816737340870' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/1150459816737340870'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/1150459816737340870'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2009/05/jak-widzisz-lubie-szydzic.html' title='&quot;Jak widzisz lubię szydzić&quot;'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-8004779137522147872</id><published>2009-05-03T02:05:00.000+02:00</published><updated>2009-05-03T02:06:02.438+02:00</updated><title type='text'>"Tylko oryginał ma ten dobry klimat" - cz.4</title><content type='html'>Właściwie to już nie pamiętam jak trafiłem na mp3 tego albumu, dość, że po przeczytaniu składu zespołu ściągnąłem i przesłuchałem czem prędzej. Potem okazało się, że nigdzie nie ma wersji CD, co mnie bardzo zmartwiło. A jeszcze później dotarła do mnie informacja o planowanej reedycji albumu, właśnie na tymże nośniku. Ciężko było ją zdobyć, nigdzie jej przez długi czas nie mogłem znaleść, w końcu udało się. I trochę się zdenerwowałem, bo owa reedycja została wzbogacona tekstami jakiegoś dziecka, nie pamiętam teraz konkretnie kogo, w każdym razie pomysł mi się nie spodobał. Mowa o albumie "Ke ke ke" grupy Bakflip, wtedy jeszcze w składzie Afront, czyli Janek i Kasina czy jak go się tam pisze:D, oraz Marek Dulewicz, czyli człowiek odpowiedzialny za realizację choćby albumów O.s.t.r.a, jak również za gitarkę w jednym z utworów na "Jazzie w wolnych chwilach". Mieszanka dobrego rapu i gitarowego grania, mi takie połączenie osobiście bardzo odpowiada, choć są utwory, które omijam. Już jakiś czas temu pojawiło się "Dwunastu nędznych ludzi", na którym Janek większością tekstów mnie osobiście powalił, choć płyta charakter ma zdecydowanie katastroficzny. Taki chyba mój ulubiony utwór to "4 wersy". Niestety jeszcze nie doczekała się ta płyta wersji CD na mojej półce.&lt;br /&gt;  Wspominałem już o "DoReMiFaSofa", a ani słowa nie powiedziałem o "Many styles", czyli pierwszym dziele zespołu Sofa. Właściwie to powinienem zacząć od tego, że usłyszałem o nich w kontekście wspomnianego wczoraj koncertu O.s.t.r.a w radiowej trójce. Usłyszałem też ich, bo towarzyszyli wtedy Adamowi grając jego bity na żywo. Minął ponad rok, wieści o nich żadnych nie było, aż w końcu pojawiło się "Many styles". Przesłuchałem kilka razy, aż wreszcie kupiłem. Taki mój prywatny problem dotyczący tej płyty: refren z utworu nr 13 kojarzy mi się z czymś, ale do dziś nie doszedłem do tego z czym konkretnie. Może ktoś wie?&lt;br /&gt;  Ta płyta to było dla mnie jedno wielkie zaskoczenie. W momencie kiedy ją usłyszałem zacząłem się zastanawiać jak to się stało, że coś tak dobrego nie dotarło do mnie wcześniej. Kanał Audytywny, "Płyta skirtotymiczna" - nic dodać nic ująć. Od tego albumu zacząłem uważniej śledzić dokonania przede wszystkim Luca. Dwa jego kolejne dzieła są dla mnie jednak nieco trudniejsze w całościowym odbiorze, mniej tam hip-hopu, więcej eksperymentów różnego rodzaju. Takie jednak utwory jak "Radiowa piosenka o niczym", czy powiadamiający mnie swego czasu o tym, że ktoś dzwoni utworek o skrzyni biegów Ikarusa, to jak dla mnie klasyka. Potem była już zdecydowanie prostsza "Homoksymoronomatura", no i opisywany ok. pół roku temu "Planet Luc". "co to za styl pytaszszsz?" Dobry, ciekawy, wpisujący się raczej w koncepcję "Walczyć" niż w "Wygodnie żyć". I za to szacunek.&lt;br /&gt;  Jedną z tych produkcji, na których uczyłem się rapu był "Efekt" składu Fenomen. Pierwsza styczność z ich muzyką? Piotr Metz, najprawdopodobniej "Znaki zodiaku", ale było to tak dawno, że nie mam żadnej pewności. Na pewno było to jeszcze w RMF FM, pod koniec dobrych czasów tego radia i jednocześnie pod koniec działalności w nim pana Metza. Sam fakt, że usłyszałem rapowy polski utwór w tej stacji był już dla mnie sporym zaskoczeniem. Chyba udało mi się go wtedy nagrać na kasetę, potem dowiedziałem się, że to Fenomen, a kawałek ma tytuł "Szansa" i był bodajże w soundtracku do jakiegoś filmu. Zdobyłem cały album i jest to jedna z tych płyt, których jak słucham, to najczęściej od początku do końca. Czy mogłem kilka lat później nie kupić CD? Aż szkoda, że "Outsider" wypadł tak kiepsko. Miejmy jednak nadzieję, że jeszcze dostaniemy coś na miarę "Efektu".&lt;br /&gt;  Pisząc te posty cały czas przeglądam swoje zbiory i chwilami muszę się zastanawiać, czy wspominałem już o tym, co właśnie słyszę, czy jeszcze nie. O tej Epce jednak chyba jeszcze nie pisałem. Prawdopodobnie gdybym prowadził już wtedy bloga pojawiłby się wpis od razu po jej zakupie, ale że założyłem go pół roku później, więc piszę dopiero dziś. Wczoraj wspominałem o "Bleak output" oraz o płytach z Pezetem, mam jednak jeszcze jedno dzieło Noona. "Pewne sekwencje". Dziwaczne to zjawisko. W jednym z utworów jako werbel jest użyty - jestem tego prawie pewny - odgłos wydawany przez jakiegoś ptaka. Niestety ornitolog ze mnie żaden, więc zielonego nie mam pojęcia co to za skrzydlate stworzenie takowe werble z siebie wydaje. Jeden z utworów brzmi jakby był rodem z czasów pierwszych gier na konsole telewizyjne, przynajmniej do momentu pojawienia się sampla, który wrażenie to rozwiewa - kto zna, ten pewnie wie o czym mówię, kto nie zna niech posłucha. Niestety Noon nie lubi długich produkcji, wydaje rzadko i mało, a szkoda. W pewnym sensie go rozumiem, gdyż też podchodzę bardzo krytycznie do swoich produkcji, jednak popadać w przesadę też nie można.&lt;br /&gt;  Podczas którejś podróży do Warszawy postanowiłem umilić sobie czas czymś, czego nigdy wcześniej nie słyszałem. Wybór padł na "Ciężkie czasy" Eastwest rockers - i jakoś tak wyszło, że przesłuchałem całość od początku do końca z bardzo pozytywnym nastawieniem. Niedługo później kupiłem oryginał. Mnóstwo pozytywnej energii, która tak mi się zawsze podobała w muzyce rodem z Jamajki. Drugi album wyszedł nieco słabiej, niektóre utwory omijam choćby ze względu na autotune na wokalach. Drażni mnie to zwyczajnie.&lt;br /&gt;  Stare brzmienie, niesamowita perkusja, świetny klimat, duża popularność i sporo zarówno pozytywnych, jak i negatywnych opinii. Do mnie przekaz w takiej formie trafia w pełni, czego dowodem jest kolejny krążek na półce. Po pierwszym przesłuchaniu byłem pod sporym wrażeniem, które nie zmalało zbytnio do dziś. "Powstanie Warszawskie", Lao Che. Zaznaczam, że natknąłem się na tą płytę jakby przypadkiem, nigdy wcześniej nie słysząc ani o zespole ani o albumie, więc moje wrażenia nie były w żaden sposób zdeterminowane czyjąkolwiek opinią. Cóż, może po prostu te czasy w historii naszego kraju są mi jakoś wyjątkowo bliskie, dość, że robi ta płyta na mnie wrażenie. A zarzuty, że, najkrócej mówiąc, pod publiczkę? Pozwolę sobie nie komentować, chyba każdy ma swój rozum. Podobny zarzut padł też w stosunku do płyty "Gospel", tylko - dziwna rzecz - na tym albumie koncepcja Boga i jego kontaktu z człowiekiem jest wg mnie co najmniej kontrowersyjna i moherowej armii raczej na pewno by się nie spodobała.&lt;br /&gt;  Znów coś, co dostałem. W witrynach odbicia, "Masz i pomyśl". Dobre czasy. Jeśli słuchać Sokoła, to właśnie z WWO, nigdy TPWC. Solo Jędkera to też jakieś nieporozumienie, zresztą "Życie na kredycie" też mnie nie poraziło. Podsumowując to, czego słucham jeśli chodzi o twórczość tych panów to pierwsze dwa ich wspólne albumy i "Witam Was w rzeczywistości". Pierwszy i ostatni mam na CD. A skoro już o ostatnim mowa, to nie mogę do dziś się oprzeć myśli, że robienie dwuch osobnych albumów wydanych w tym samym czasie ("Życie na kredycie" i "Witam Was w rzeczywistości"), to ruch czysto dla pieniędzy. No bo dwupłytowego albumu za te same pieniądze przecież nikt nie kupi, trzebaby sprzedać taniej.&lt;br /&gt;  Skoro już mowa o dwupłytowych albumach, to kolejną znalezioną przeze mnie na półce pozycją jest "Najlepszą obroną jest atak" Slums-Attacku. Jakoś ostatnio nie wracam do tej płyty, ani w ogóle do twórczości Peji. Nie wiem w sumie dokładnie czemu, ale coś mnie odrzuca.&lt;br /&gt;  Pisałem już o płycie Fokusa "Alfa i omega"? Chyba nie, ale mam nadzieję, że znajdę jeszcze wśród tych kilku ostatnich płyt, jakie mi zostały coś, o czym jeszcze nie pisałem. W przeciwnym razie będę musiał kombinować jak tu zakończyć posta, żeby było pozytywnie. Bo Fokus mnie rozczarował. Trochę się z tym liczyłem, nie mniej jednak miałem nadzieję, że będzie nieco lepiej. Pewnie gdyby nie to, że kupiłem płytkę w ciemno Fokus sprzedałby o jeden egzemplarz mniej.&lt;br /&gt;  Płyta za płytą, wszystkie już opisywałem. Przez moment już myślałem, że sobie wykrakałem to kombinowanie z zakończeniem. I co? I jakże miło zostałem zaskoczony! Zostały mi dwie płyty, o których na pewno wypowiem się bardzo pozytywnie. Pierwsza to Stylowa Spółka Społem, "Powrót do przeszłości". Jedna z tych niedocenionych, naprawdę dobrych produkcji. Stare brzmienie, dobry technicznie rap, nic tylko słuchać, bo nastraja pozytywnie. Miło byłoby kiedyś jeszcze usłyszeć nowe SSS.&lt;br /&gt;  A co na deser? Zupełnie przypadkowo płyta rapera, który ten cykl zaczął. Płyta nieco starsza, bo z roku 2004. "Nic dziwnego", bo tak się ona zwie, to po prostu porcja mocnych, często ironicznych tekstów, które 5 lat temu pochłaniałem przy pierwszym przesłuchiwaniu marząc, żeby ta płyta nie była tak krótka. &lt;br /&gt;  Skoro już kończyć mi przyszło ów cykl o oryginałach, bo o każdej z płyt, które posiadam w swojej kolekcji parę słów napisałem, powiem jedynie, że tak naprawdę to nie koniec, z bardzo prostej przyczyny: Ci państwo, którzy pracują w sklepie, gdzie kupiłem większość krążków nie mogą przecież zapomnieć o moim istnieniu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-8004779137522147872?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/8004779137522147872/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=8004779137522147872' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/8004779137522147872'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/8004779137522147872'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2009/05/tylko-orygina-ma-ten-dobry-klimat-cz4.html' title='&quot;Tylko oryginał ma ten dobry klimat&quot; - cz.4'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-6996447801780844617</id><published>2009-05-02T01:31:00.003+02:00</published><updated>2009-05-02T01:41:49.450+02:00</updated><title type='text'>"Tylko oryginał ma ten dobry klimat" - cz.3</title><content type='html'>Swego czasu zabrałem się za przeglądanie na allegro polskich rapowych płyt. Wpadły mi w ręce dość tanie albumy "Dobra częstotliwość" Praktika i "Bleak output" Noona. Ten drugi niestety w reedycji, która, choć poszerzona o taki np. "Vision" z Dj Twisterem, została jednak uszczuplona o jeden utwór oraz kawałek drugiego. Płyta bardzo ciekawa, seria mistrzowsko poskładanych starych sampli z winyli. Przyjemnie się tego słucha. Niestety za pierwszą edycję sprzedający chcieli jakieś spore pieniądze, o ile w ogóle była, bo w sumie nie pamiętam. Na pewnym etapie przestałem się interesować jej zakupem. Praktik natomiast to już trochę inny klimat, więcej tu rapu, ale na dobrych bitach, a i jazzowania nie zabrakło: "Dobra częstotliwość" czy "Freddie".&lt;br /&gt;  Rzadko kupuję zagraniczny rap. Nie wychowałem się na nim, moja znajomość angielskiego nie jest też na tyle dobra, żeby zrozumieć o czym panowie nawijają. Jednym z wyjątków od tej reguły była płyta Nasa "Hip-hop is death" - i właściwie chyba tylko dlatego, że była w polskiej cenie. Jedno z tych moich spontanicznych działań, które czasem kończą się miłą niespodzianką, a czasem rozczarowaniem. Do tej płyty raczej często nie wracam, już chyba częściej odpalam "Illmatic", niestety nie z oryginału.&lt;br /&gt;  W poprzednim poście pisałem o albumach O.s.t.r.a, nie wspomniałem jednak o pewnej niepozornej płytce, którą dostałem swego czasu od koleżanki. Nagranie z koncertu w radiowej trójce z roku 2004. Nie jestem pewny, ale wydaje mi się, że właśnie ten koncert był wyemitowany w całości dopiero następnego dnia, gdyż z niewiadomych przyczyn dźwięk wysyłany w eter podczas samego koncertu był wątpliwej jakości. Jakaś dobra dusza zarejestrowała go i udostępniła w sieci, więc można było go sobie posłuchać i powspominać, a potem była już płytka. Jako że jednak na płytce nie ma elementów takich jak życzenia świąteczne postanowiłem zachować sobie również tamto nagranie. Był to pierwszy koncert Adama jaki miałem okazję usłyszeć. Ponad 2 lata później dopiero dane mi było pojawić się na koncercie osobiście, co zresztą do dziś wspominam bardzo pozytywnie. &lt;br /&gt;  Skoro już mowa o płytach, które dostałem, to nie mogę pominąć płytki demo zespołu mojego kumpla z klasy. Ciężko, metalowo, dobrze. Jedyne co mnie od tej płytki odrzuca to wokal, po prostu takowego nie lubię. Miałem okazję słyszeć kilka prób zespołu i ogólne wrażenie jest bardzo pozytywne.&lt;br /&gt;  "Nie ma takiego drugiego" składu Ego to chyba jedna z tańszych płyt, jakie kiedykolwiek kupiłem. Kosztowała dosłownie kilkanaście złotych i chyba właściwie dlatego stoi na mojej półce, bo kupowałem w ciemno. Jakoś tak najbardziej utkwił mi w pamięci drugi utwór, możliwe jednak, że to się zmieni niedługo, kiedy wreszcie spokojnie usiądę przy tej płycie i ze skupieniem przesłucham ją od początku do końca.&lt;br /&gt;  Jeżeli "Bleak output" Noona był w reedycji okrojony, to jedna z dwuch płyt, o których teraz napiszę została po prostu zmasakrowana w swej "Specjalnej edycji". Brak wszystkich skitów, włącznie z outrem, nie wiedzieć czemu brak też początku i końca pierwszego utworu oraz jednego z lepszych kawałków. Mowa o "Muzyce klasycznej" Pezeta i Noona, którą kupiłem w zestawie z "Muzyką poważną". W sumie nie straciłem wiele, bo za samą muzykę poważną zapłaciłbym pewnie podobną kwotę, jednak kiedy w sklepie usłyszałem, że w komisie jest "normalne" wydanie "Muzyki klasycznej" kupiłem prawie bez zastanowienia. Ciekawe ile ta płyta teraz jest warta. Jeden z pierwszych rapowych albumów, jakie słyszałem. "Muzyka poważna" natomiast to już trochę inny klimat. Usłyszałem ją pierwszy raz niestety nie z oryginału tak jakby sobie tego Pezet życzył, ale z kopii na CD, którą przywiózł do Krakowa mój "Nauczyciel hip-hopu". Jeżeli już miałbym wyróżnić jakiś utwór z tej płyty, to wybrałbym "Nie jestem dawno" - za bit. Zresztą w moim odczuciu Noon zrobił dla tej płyty zdecydowanie więcej dobrego, niż Pezet.&lt;br /&gt;  Z dostępem do muzyki tego zespołu były same problemy, oczywiście do momentu, kiedy nie zdecydowałem się po prostu kupić najpierw pierwszego, a potem i drugiego albumu. Gdzieś w jakimś spisie rapowych produkcji trafiłem na, jak się później okazało niezbyt rapowy album 15 minut projekt, pod tym samym tytułem. Nijak nie mogłem go znaleść w internecie, słyszałem jedynie singiel "Najdłuższy chillout w mieście" z Sokołem i Anią Szarmah o ile dobrze pamiętam. Nic więc dziwnego, że byłem nieco zszokowany tym, co dostałem na krążku. Sporo rytmów mocno drum and basowych, zdecydowanie mniej rapu niż przypuszczałem. Czy się rozczarowałem? Zdecydowanie nie. Dwa najszybsze bodajże utwory trafiły nawet na moją playlistę w telefonie i umilały mi często czas podróży.&lt;br /&gt;  Jakiś czas później usłyszałem gdzieś o płytce "Live in punkt". Znalazłem gdzieś mocno skompresowane aac, które rzecz jasna nie mogły mi wystarczyć. Tutaj już wokalu praktycznie w ogóle nie ma, jest za to sporo energii, dużo miłych klawiszy, no i prawie ciągle szybkie tempo. Warto posłuchać, na mnie działa zdecydowanie pozytywnie.&lt;br /&gt;  Znowu coś, co dostałem. Dwupłytowy album, który jeden z moich przyjaciół kupił pod wpływem sam nie wiem czego i w związku z tym, że pożałował tego zakupu postanowił mi ów album oddać, jako że podoba mi się on bardziej, niż jemu. Mowa o "Hipertrofii" Comy. Właściwie mam mieszane uczucia w związku z tą płytą. Większości utworów słucham chętnie, jednak czegoś tu brakuje. Właściwie gdyby porównać "Pierwsze wyjście z mroku" i "Hipertrofię", to różnica jest niesamowita. Obie płyty mają swoje plusy, w pierwszej jest jednak jakby więcej takiej czysto rockowej energii, "Hipertrofia" natomiast to już trochę eksperymentów, różnie zresztą ocenianych przez fanów.&lt;br /&gt;  Skoro już o Comie mowa, to mam również w kolekcji drugi ich album, "Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków". Tutaj jakby jest zdrowa równowaga pomiędzy tym co dobre na pierwszej i na ostatniej płycie i może dlatego najchętniej słucham właśnie tego albumu. Zamierzam również kupić "Pierwsze wyjście z mroku", choćby ze względu na sentyment i skojarzenia, ale na to opuszczę zasłonę milczenia.&lt;br /&gt;  Tym oto przewybitnie wybitnym rymem postanawiam zakończyć trzecią oficjalną odsłonę cyklu "Tylko oryginał ma ten dobry klimat". CDN&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-6996447801780844617?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/6996447801780844617/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=6996447801780844617' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/6996447801780844617'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/6996447801780844617'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2009/05/tylko-orygina-ma-ten-dobry-klimat-cz3.html' title='&quot;Tylko oryginał ma ten dobry klimat&quot; - cz.3'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-2854631881459442312</id><published>2009-04-19T22:55:00.003+02:00</published><updated>2009-04-20T15:49:02.782+02:00</updated><title type='text'>"Poezjo na ulicę!"</title><content type='html'>Po kilku dniach oczekiwania na płytę "Poeci" White House miałem okazję wczoraj ją przesłuchać. Sam pomysł na album jest bardzo ciekawy, warto więc napisać jak to wyszło w praktyce.&lt;br /&gt;  Najpierw kilka słów dla niewtajemniczonych: Płyta "Poeci" to zbiór 14 wierszy naszych polskich poetów, zarymowanych do bitów White House przez takich raperów jak np. Wall-E, L.U.C. czy Peja. Mam jedynie wrażenie, że O.s.t.r. rymuje tutaj swój własny tekst, ale nie mam pojęcia dlaczego.&lt;br /&gt;  Teraz moja subiektywna opinia na temat całej płyty i każdego utworu z osobna. Zacznijmy więc od początku:&lt;br /&gt;  Płytę rozpoczyna Wall-E rymujący wiersz "Poeci do publiczności" Adama Asnyka. Jako intro do płyty pasuje idealnie, pomimo, że jest napisany takim a nie innym językiem i wedłóg mnie było to dla Waldemara wyzwanie. Potem mamy Lilu i "Lokomotywę". Nie wiem kto stwierdził, że to wiersz dla dzieci. Może dziś tak, ale o ile mi wiadomo Tuwim pisał go w zupełnie innym celu. Wyszło całkiem nieźle, słucha się tego miło. Kolejny utwór to jeden z moich faworytów. Nie przepadam za twórczością Górala, ale z wierszem Lechonia poradził sobie mistrzowsko. No i ten fortepian! Oj będzie ten utwór na mojej playliście długo jeszcze.&lt;br /&gt;  Po przeczytaniu tracklisty zastanawiałem się dlaczego L.u.c. rymuje aż dwa utwory. Słuchając płyty natomiast właściwie nie poczułem przejścia pomiędzy nimi, są rymowane pod ten sam bit i można nawet odnieść wrażenie, że stanowią jedną całość, choć są to wiersze dwuch różnych autorów. Podobnie jak w przypadku Piha, o którym napiszę za chwilę, od razu wiadomo tutaj dlaczego wybór padł na ten a nie żaden inny wiersz. Bardzo solidny punkt całego albumu, który również nieraz jeszcze zagości w moich głośnikach.&lt;br /&gt;  Kolejny utwór to niestety w moim odczuciu pierwszy minus dla tej płyty. Nie dość, że bit bazuje na samplu, który już dobrze znamy z utworu WWO, to Numer poradził sobie z wierszem Krasickiego dość średnio. Nie trafia to do mnie kompletnie i właściwie nie wiem czemu wybór nie padł na jakiś inny wiersz.&lt;br /&gt;  Dalej mamy Sokoła, który w iście grobowy sposób zarymował wiersz "Niech nikt nad grobem mi nie płacze" Wyspiańskiego. Jest w porządku, jednak być może właśnie ze względu na ten grobowy klimat nie jest to raczej mój numer 1.&lt;br /&gt;  Drugi i na szczęście ostatni słaby punkt to Peja w wierszu Pijak. Jakoś tak monotonnie, każdy wers zarymowany właściwie z takim samym flow. Hiperpoprawne "Się" zwiększa jeszcze moje negatywne wrażenia. Trzeba przyznać, że nie tylko on tak to słowo wymawia, ale u niego jakoś wyjątkowo to razi.&lt;br /&gt;  Gdybym nie wiedział, że kolejny utwór rymuje Roszja byłbym skłonny przypuszczać, że to Fisz. Bardzo podobne flow, minimalna różnica w barwie głosu, a wiersz też jakoś wybitnie pasuje do Fisza. Ogółem nieźle, choć to podobieństwo może zbyt duże.&lt;br /&gt;  W kolejnym utworze obawiałem się katastrofy, a wyszło nadspodziewanie dobrze. Trzeci wymiar poradził sobie z "Redutą Ordona" może nie wybitnie, ale na poziomie. Szczególnie trafiają do mnie osobiście wersy dotyczące cara.&lt;br /&gt;  Ciąg dalszy to Łona w nieznanym mi dotychczas wierszu "Młodzieżowy zaciąg". Szczerze mówiąc do niego pasowałby mi raczej jakiś wiersz pełny ironii i humoru, bo choć wyszło mu to nieźle wydaje mi się, że mogłoby być dużo lepiej.&lt;br /&gt;  Pih nie mógł chyba zarymować niczego innego, właściwie gdybym miał strzelać jaki wiersz będzie wykonywał stawiałbym od razu na Tetmajera "Lubię, kiedy kobieta". Jak wyszło? Tak jak zwykle u Piha w tego typu klimatach. Jeśli o mnie chodzi nie odpowiada mi takie podejście do kobiet, natomiast jeśli ktoś myśli podobnie jak Pih, to nie powinien się zawieść.&lt;br /&gt;  Takiego disa nie powstydziłby się chyba najlepszy raper. Zresztą interpretacja Fokusa również jest mocna. Mowa o wierszu Tuwima "Całujcie mnie wszyscy w dupę". Właściwie nic dodać nic ująć, mogę tylko powiedzieć, że raperzy mogliby brać z Tuwima przykład.&lt;br /&gt;  Nie bardzo wiem o co właściwie chodzi z tym utworem. Dlaczego Ostry rymuje tu swój tekst? Bo wygląda na to, że to rymy jego autorstwa. Abstrachując od tego utwór jest całkiem niezły, jest kilka mocnych tekstów, mamy obrazek, który możnaby streścić w słowach: "Nie ma brzydkich kobiet, tylko czasem wina brak" - albo jakoś tak:D.&lt;br /&gt;  Warto zwrócić uwagę na fakt, że muzyka w większości utworów jest do nich wręcz idealnie dopasowana. Gdyby patrzeć na płytę pod tym kątem zdecydowanym numerem 1 jest wiersz Lechonia "Mochnacki" w interpretacji Górala. Wiersz opisujący w dużej mierze muzykę teraz został całkiem nieźle muzyką zilustrowany i za to duży plus dla White House.&lt;br /&gt;  W myśl zasady, żeby chwalić obficie, a krytykować oszczędnie powiem, że suma sumarum nie jestem zawiedziony. Projekt był wyzwaniem, przede wszystkim dla raperów, w pewnym stopniu również dla producentów, którzy musieli zrobić muzykę pasującą do treści wierszy. Niektórzy poradzili sobie lepiej, inni gorzej, jednak poza wspomnianymi Numerem I Peją pozostali trzymają przyzwoity poziom. Jeśli więc popatrzeć na tę płytę przez pryzmat słów Asnyka "Tacy poeci, jaka jest publiczność" myślę, że nie mamy się czego wstydzić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-2854631881459442312?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/2854631881459442312/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=2854631881459442312' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/2854631881459442312'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/2854631881459442312'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2009/04/poezjo-na-ulice.html' title='&quot;Poezjo na ulicę!&quot;'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-5126442020725944031</id><published>2009-04-17T03:50:00.001+02:00</published><updated>2009-04-17T03:50:41.783+02:00</updated><title type='text'>"Zabiorę Cię na koncert"</title><content type='html'>Jest 2:50, godzinę temu z głośników na górnej sali w Rotundzie wydobyły się ostatnie dźwięki koncertu Adama Ostrowskiego: człowieka, który naprawdę nie bez powodu otrzymał swego czasu nagrodę od radia Bis w kategorii Najlepsza energia na koncercie. Ale może po kolei:&lt;br /&gt;  Ok. godziny 21 wyruszyliśmy spod AGH do Rotundy. Czas oczekiwania na otwarcie drzwi minął zupełnie zwyczajnie, więc nie ma co się nad tym rozwodzić. Wreszcie 22:00, więc wchodzimy, odbieramy wcześniej kupione bilety i uderzamy do stolików na browarek. Zostaliśmy uraczeni płytą, którą zdążyłem i tak przesłuchać dziś co najmniej 2 razy. Jakżeby inaczej: O.C.b. Mi osobiście ani trochę to nie przeszkadzało, wręcz jeszcze bardziej mnie nakręciło na ten koncert. Półtora godzinki oczekiwania przy dźwiękach albumu minęło dość szybko i nadszedł czas wejścia na salę, co niniejszym uczyniliśmy. Wybiła północ, właśnie wstał nowy dzień, skończyła się żałoba i zabrzmiało dobrze wszystkim znane: "Kim jesteś?". Kolejny koncert Ostrego w Krakowie został rozpoczęty. Jak to się potem potoczyło? Nie pamiętam dokładnej kolejności utworów. Był Strach, Karma, Miłości nie ma dziś, Flow Wirus, Sam to nazwij, Dlaczego mamy dać, synu, 1980, Dla tych kilku rzeczy... i tak dalej, aż do ABC i Ile jestem w stanie dać. Co znałem to rymowałem, zresztą słychać teraz efekty, wystarczy, że się odezwę. W przerwach między utworami mogliśmy usłyszeć np. o kłopotach Adama z rogówką - Ostry, na sali był ktoś, kto naprawdę dobrze wie o czym mowa. Poza tym kilka słów o tym, że powinniśmy o siebie dbać, badać się co jakiś czas na okoliczność nowotworów - nie ukrywam, trafiło to do mnie. Jaś 2 tygodnie temu skończył rok, zaczyna chodzić i nie ma się co dziwić, że Adam jest niesamowicie szczęśliwy. Zresztą ktoby nie był? Coś, za co naprawdę niesamowicie cenię tego człowieka, choć nie miałem jeszcze okazji poznać go osobiście: On nie wchodzi na scenę, żeby zarobić, zagrać te kilkanaście/dziesiąt utworów i sobie pójść. On przychodzi, daje z siebie wszystko, przy tym mówi wprost jaki ma ogromny szacunek dla nas jako ludzi, którzy przychodzą na koncerty i kupują oryginalne płyty: "Dzięki nim rodzinę karmię". Kto z naszych polskich gwiazdek powiedział póbliczności: Słuchajcie, dziękuję Wam za to, że mogę dzięki tej muzyce utrzymać rodzinę i nie muszę szukać innych źródeł zarobku?&lt;br /&gt;  Nie zabrakło wolnych styli. Niestety nie udało mi się zapamiętać "smaczków", a było ich co najmniej kilka i chwilami byłem pod ogromnym wrażeniem. Jedna z umiejętności, której mu niesamowicie zazdroszczę, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Żart z b-boyingiem, który znam dokładnie z opowieści kumpla, to kolejny punkt dla Adama, pokazał, że ma do siebie dystans, potrafi się z siebie śmiać i nie uważa się za mistrza we wszystkich dziedzinach życia.&lt;br /&gt;  Jednej rzeczy jednak mi zabrakło: skrzypiec. Jako człowiek, który kocha muzykę i ma marne bo marne, ale jednak jakieśtam pojęcie o niej zawsze byłem pod wrażeniem umiejętności Adama w tej materii i szkoda, że nie miałem okazji dziś usłyszeć jakiegoś ciekawego solo. Nie mniej jednak nie mogę powiedzieć, żeby koncert stracił przez to jakoś wybitnie wiele, po prostu tym razem tego elementu nie było.&lt;br /&gt;  Mam podsumować? Wszyscy to robią, więc wypadałoby. Ale jak to zrobić bez samych superlatywów? Nic nie poradzę na to, że już od jakiegoś czasu to, co robi Adam trafia do mnie na całej linii. Nie inaczej jest jeśli chodzi o dzisiejszy koncert. Na pewno Ostry nie usłyszy ode mnie: weź idź już stąd, nie chcemy Cię. I szczerze mówiąc myślę, że nie będę jedyny. Tak więc Adam, nie myśl nawet o szukaniu jakiejś innej pracy, tylko bierz te winyle, szukaj sampli, składaj bity, pisz teksty, a ja następną płytę kupię tak jak kilka ostatnich: w dniu premiery.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-5126442020725944031?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/5126442020725944031/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=5126442020725944031' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/5126442020725944031'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/5126442020725944031'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2009/04/zabiore-cie-na-koncert.html' title='&quot;Zabiorę Cię na koncert&quot;'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-8621862702306723398</id><published>2009-04-15T23:41:00.000+02:00</published><updated>2009-04-15T23:42:51.455+02:00</updated><title type='text'>Jeszcze raz o oryginale i jego dobrym klimacie</title><content type='html'>Co za czasy! Przyzwyczaił się człowiek do kupowania oryginalnych płyt i nagle się okazuje, że co rusz wychodzi płyta, której po prostu nie można nie kupić! I nie ważne, że właściwie stan portfela na to nie pozwala. Zresztą - bądźmy szczerzy - wolę mieć kłopoty finansowe, bo kupiłem zbyt dużo płyt, niż zastanawiać się na jaką płytę w ogóle warto cokolwiek wydać. Zawsze tak było. To znaczy zawsze odkąd mogłem sobie pozwolić na "wyrzucanie" z konta/portfela takich sum. I zawsze sprawiało mi to taką samą radość. Z tym nie da się porównać zakupu jakichś marnych mp3 przez internet. Dacie bezstratną jakość, porozmawiamy, ale mp3 nie kupię. No ale to temat na osobnego posta.&lt;br /&gt;  C, D, E, F, G, f - gdyby tak zatytułowali swoją płytę niewiele miałoby to sensu. "Te same dźwięki ktoś inaczej ponazywał..." i: DoReMiFaSofa - od razu wszystko jasne, prawda? Znalazłem informację o tym albumie dosłownie tydzień przed jego premierą i już wiedziałem, że 30 zł niemoje. Zakupiłem, jak to ja, w dniu premiery i od tego czasu nie ma płyty, której słuchałbym częściej. Jasne, że niedługo pewnie to się zmieni, jednak nie każdy artysta czy zespół trafia w mój gust na tyle mocno, żebym słuchał go tak często przez tak długi czas. Krótko mówiąc najwyższe wyrazy uznania dla zespołu, który nawiasem mówiąc jutro będę miał przyjemność usłyszeć na żywo w ramach koncertu O.s.t.r.a. No, nie tyle jutro, co pojutrze, prawdopodobnie ok. 1 w nocy, ze względu na żałobę narodową, o której też powinien powstać osobny post.&lt;br /&gt;  Powiększam kolekcję winyli. Daleko mi co prawda do 3000 płyt Adama, ale od czegoś trzeba zacząć, a że ja zaczynam od zera, więc wynik 90 albumów, jaki przewiduję osiągnąć w dniu jutrzejszym to już dużo. Tymczasem jednak jestem właścicielem ok. 20 płyt, z których jedna leży obok mnie. Mój najświeższy zakup, album, który po prostu musiałem mieć na wosku: "Dark Side of the moon" grupy Pink Floyd. Nie będę się rozwodził nad tą płytą, powiem tylko, że zwyczajnie mi się podoba i już nie mogę się doczekać kiedy usłyszę jak brzmi z winyla.&lt;br /&gt;  A propos Pink Floydów: Postanowiłem zorientować się w jakich cenach są ich płyty, bo być może będę chciał sobie skompletować dyskografię. Trafiłem na box ze wszystkimi studyjnymi albumami, 16 płyt, 14 albumów, cena nieco ponad 700 zł. Szybkie obliczenia: 700/14=50 - wygląda na to, że sprawa jest nieco nieopłacalna, coś tu jest nie tak. Zajrzałem na stronę innego sklepu i tam okazało się, że ten sam box kosztuje 499 zł! Jesteście sobie w stanie wyobrazić taką różnicę cen?&lt;br /&gt;  A co przed nami? Ano będzie ciekawie. W poniedziałek zostawię w sklepie muzycznym kolejne 30 zł, ale za to w moich głośnikach zagości bardzo ciekawie się zapowiadający album White House "Poeci". Więcej może napiszę po przesłuchaniu, na razie nie mogę się doczekać poniedziałku. A kolejne 30 zł puszczę w dalszy obieg w dniu premiery płyty Tetrisa, który swoim mixtapem sprzed 2 tygodni zwyczajnie przekonał mnie, że nie pożałuję, jeśli to zrobię. Kupiłbym nawet ten mixtape, gdyby był na cd, ale nie ma i będzie trzeba wydać te pieniądze na coś innego. Np. Na koncert L.u.c.a, który już za miesiąc. Albo na jakiś winyl do samplowania. Bo po co mają leżeć i tracić na wartości?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-8621862702306723398?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/8621862702306723398/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=8621862702306723398' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/8621862702306723398'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/8621862702306723398'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2009/04/jeszcze-raz-o-oryginale-i-jego-dobrym.html' title='Jeszcze raz o oryginale i jego dobrym klimacie'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-3397962053560382329</id><published>2009-03-24T16:52:00.001+01:00</published><updated>2009-03-24T16:55:15.715+01:00</updated><title type='text'>"A ja sobie gram na gramofonie"</title><content type='html'>Jak już kiedyś wspominałem jestem szczęśliwym posiadaczem gramofonu i niewielkiej kolekcji płyt winylowych. Podczas jego użytkowania Pojawiło się jednak kilka problemów. Po pierwsze: gramofon sam w sobie nie ma regulacji głośności, co za tym idzie przydałby się mikser, do którego mógłbym wpuścić sygnał i wysłać już po ustaleniu głośności na kartę dźwiękową. Po drugie płyty winylowe są nagrywane z podbiciem wysokich częstotliwości i obcięciem niskich, więc znowu pojawia się temat miksera, który dokonywałby odpowiedniej korekcji. Gramofon jest wyposażony co prawda w złącze USB, za pomocą którego wysyła sygnał przetworzony przez własny przetwornik analogowo-cyfrowy i poddany korekcji, jednak pojawia się wtedy problem sporego opóźnienia, które praktycznie uniemożliwia np. nagranie jakichkolwiek scratchy. Z tych dwuch powodów, jak również z kilku mniej ważnych podjąłem dzisiaj dość spontaniczną decyzję. Tak jest, dobrze myślicie: kupiłem mikser.&lt;br /&gt;  Sklep, który wziąłem na cel jako pierwszy rozczarował mnie wysoce: nie było w nim ani kabla do moich słuchawek, który również chciałem kupić, ani żadnego miksera do gramofonów. Uderzyłem więc do kolejnego sklepu, którego nazwa jednoznacznie wskazywała na to, że znajdę w nim to, co chcę kupić. Poprosiłem o zaprezentowanie jakiegoś przyzwoitego modelu w wyznaczonym przeze mnie przedziale cenowym i wpadł mi w ręce mikserek Numarka, czyli producenta mojego gramofonu. Jakiś czas później dokonałem jego zakupu, dorzucając jeszcze 2 kable sygnałowe, bez których właściwie mikser stałby bezproduktywnie. Dotarłem do mieszkania, rozpakowałem sprzęt i chciałoby się powiedzieć, że na tym koniec historii. Nic jednak bardziej mylnego. Okazało się, że za mną najłatwiejsza część całej przygody, O ile można nazwać łatwym pozbycie się tak po prostu kilku stów. Rzecz w tym, że mikser ten kompletnie nie przypomina mikserów, z jakimi miałem do czynienia. Oczywiście byłem tego świadomy kupując go, jednak oznaczało to, że muszę w jakiś sposób go rozpracować. I nie byłoby to żadnym problemem, gdyby nie to, że w całym mieszkaniu nie było ani jednej widzącej osoby. Cała zabawa polegała więc na empirycznym poznawaniu efektów działania konkretnych sówaków, pokręteł i przełączników, co nie zawsze było takie proste. Samo podłączenie kabli okazało się, że zacytuję jednego z moich wykładowców, nietrywialne, gdyż złączy było jakby nieco za dużo. Właściwie do teraz nie bardzo rozumiem po co ich tyle i do czego niektóre z nich służą, a ich układ dla mnie jako operatora dźwięku mającego styczność z typowymi mikserami jest po prostu nieintuicyjny. Nie mniej jednak udało się nam znaleść zarówno in jak i out i w mieszkaniu rozbrzmiały dźwięki drugiego Kodexu, oczywiście z winyla. Rozpracowanie pozostałych regulatorów zabrało nam jednak i tak dość sporo czasu, okazało się przy tym, że podłączenie kabli do jednego zestawu outów powoduje, że pewne pokrętło działa, a przy podłączeniu do innego nie działa. Prawdopodobnie któreś z nich to jakiś Aux albo coś w tym stylu, ale jak to jest dokładnie dowiem się dopiero, kiedy pojawi się w mieszkaniu ktoś widzący. Tymczasem, korzystając ze zdobytej przeze mnie wiedzy na temat obsługi miksera idę w ślady panny Janki. Chociaż może nie do końca: jak przyjdzie policja, to na pewno nie powiem, że się boję sam spać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-3397962053560382329?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/3397962053560382329/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=3397962053560382329' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/3397962053560382329'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/3397962053560382329'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2009/03/ja-sobie-gram-na-gramofonie.html' title='&quot;A ja sobie gram na gramofonie&quot;'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-4149017743371859069</id><published>2009-03-23T00:35:00.001+01:00</published><updated>2009-03-23T00:44:10.588+01:00</updated><title type='text'>"Tylko oryginał ma ten dobry klimat", cz.2</title><content type='html'>Sporo już czasu minęło odkąd po długich minutach walenia w klawisze opublikowałem pierwszą część tego minicyklu, czas więc stworzyć część drugą, tym bardziej, że zostało jeszcze trochę płyt, o których do tej pory nie napisałem. W związku z tym, że większa część mojej kolekcji to rap, zacznę właśnie od pozycji z tego gatunku.&lt;br /&gt;  Najpierw był pierwszy: kilka lat temu, kiedy zaczynałem dopiero poznawać polski rap, na jakimś wyjeździe kumpel pokazał mi jego większą część. Nie całość, bo miał przy sobie tylko odtwarzacz kaset, a na kasecie całość się nie zmieściła albo z jakiegoś innego powodu jej nie było. To co usłyszałem wystarczyło jednak, żeby mnie przekonać, że ten album to klasyk, do którego często i chętnie będę wracał.&lt;br /&gt;  Potem był drugi: Ok. 2 lata później, w radiostacji, której wtedy prawie ciągle słuchałem, pojawił się promujący go singiel. Nie ukrywam, że z niecierpliwością czekałem później na cały album. Byłem ciekaw czym tym razem zostanę zaskoczony. Nie zawiodłem się, choć w porównaniu z pierwszym było troszkę słabiej. Jednak jego outro nadal jest jednym z moich ulubionych utworów, nie wspominając już o tym, że nierozerwalnie kojarzy mi się z moim niedawnym, prawie dwuletnim związkiem. Podobne skojarzenia budzą też 3 inne albumy, o których niedługo.&lt;br /&gt;  I wreszcie trzeci: Konkurs, zamieszanie, wyniki, zapowiedź, płyta w rok po zapowiadanej dacie premiery... i co? I, jak na tak długi okres czasu, niewiele. Krótko, bardzo monotematycznie, chwilami naprawdę słabo, właściwie poza kilkoma wyjątkami tylko bity powodują, że chętnie tej płyty słucham. &lt;br /&gt;  O czym mowa? Zagadka nie była chyba zbyt trudna: White House, trylogia "Kodex". Ok. 2 lata po premierze "Procesu" kupiłem go w oryginale, ale nie mogłem nigdzie znaleść pierwszego Kodexu, co mnie bardzo martwiło. Sporą radość wywołała u mnie informacja o winylowej edycji obu pierwszych albumów i właściwie nie zastanawiając się długo dokonałem ich zakupu, jednak niedawno, kiedy pojawiło się 3-płytowe wydawnictwo z wszystkimi albumami w jednym pudełku również je nabyłem, właściwie przede wszystkim ze względu na pierwszą część. Co prawda to nie to samo, co pierwsza edycja, ale jest oryginał i to się liczy.&lt;br /&gt;  Kolejny album to polsko-brytyjski projekt, którego pewnie nigdy bym nie kupił gdyby nie ta pierwsza, polska połówka. Mowa o płycie "Normal magic" zespołu Skillmega. Wzbudziła ona moje zainteresowanie tylko ze względu na bity O.s.t.r.a. I szczerze mówiąc dostałem to, o co mi chodziło, czyli po prostu dobry rapowy krążek, którego lubię posłuchać, bez przełączania żadnego z utworów.&lt;br /&gt;  Cokolwiek by nie mówić o moich lekcjach w studio nagrań z czasów technikum wyniosłem z nich jedną bardzo ważną rzecz: poznałem twórczość progresywnometalowej grupy Dream Theater. Tak naprawdę usłyszałem tam tylko jedną płytę, w dodatku nie całą, ale wystarczyło. Dalej już szukałem sam. Udało mi się zdobyć od kumpla prawie całą dyskografię, pozostałe albumy sam zdobyłem, ale w pewnym momencie uznałem, że w przypadku tego zespołu kopie ściągnięte z internetu to za mało. W efekcie mam w kolekcji wszystkie ich albumy, za wyjątkiem pierwszego, który pewnie i tak niedługo kupię. Na szczęście płyty te kosztowały mnie mniej więcej ok. 30 zł za każdą. Gdybym musiał wydać na nie dwa razy tyle pewnie bym się na to nie zdobył. Wyjątkiem był najnowszy album, "Systematic chaos", który kosztował mnie 75 zł, jednak uznałem, że warto wydać te pieniądze na dvd z albumem zmiksowanym w systemie 5.1. Właściwie do dziś wracam najchętniej do płyty "Metropolis pt.2: Scenes from a memory", chyba nie tylko dlatego, że to właśnie tę płytę usłyszałem jako pierwszą. Po prostu podoba mi się najbardziej z całej twórczości zespołu. Najsłabszym albumem jest natomiast wg mnie Falling into infinity.&lt;br /&gt;  W pierwszej części Napisałem o "Jazzie w wolnych chwilach", w tej zdążyłem już wspomnieć o "Normal magic", jednak O.s.t.r. ma w swoim dorobku jeszcze sporo innych albumów, a w mojej kolekcji znajdują się prawie wszystkie. Brakuje jedynie "30 minut z życia": nakład 1000 sztuk, premiera 2002 - i wszystko jasne, oraz płyty z Grand Agentem, którą zamierzam kupić.&lt;br /&gt;  "Masz to jak w banku" dostałem na CD kiedyś dawno od kumpla, który postanowił mnie zapoznać z polskim rapem. Potem w radiu usłyszałem "Kochana Polsko" i już niecierpliwie czekałem na premierę "Tabasco", który też podrzucił mi ten sam kumpel. Po takich dwuch albumach wiadomość o dwupłytowym "Jazzie w wolnych chwilach" spowodowała, że zacząłem kombinować odpowiednią kwotę na zakup, ale o tym już pisałem. Potem była bardzo surowa i uboga w sample "Jazzurekcja", będąca przy okazji chyba najtrudniejszą w odbiorze serią rymów Ostrowskiego. Album z Emade nie zrobił na mnie większego wrażenia, ponieważ nie lubię bitów tego typu. "7"? To była pierwsza płyta Adama, którą kupiłem w dniu premiery, ale potem podobnie było z każdą następną. Nierozerwalnie kojarzy mi się z nią pewna marcowa impreza, podczas której w Kędzierzynie zagłuszaliśmy Łódź nie szczędząc decybeli i otworzyliśmy dobre kilkadziesiąt butelek browaru, bynajmniej nie poprzestając na otwieraniu. Później "Hollyłódź", którą musiał mi kupić ktoś inny, nie pamiętam już dlaczego. Po odebraniu płytki zrobiłem rip na dysk laptopa, po czym, nawet nie słuchając, pojechałem na dworzec i dopiero w pociągu do Warszawy pochłonęła mnie muzyka. W międzyczasie systematycznie kupowałem poprzednie albumy, których wcześniej nie miałem w oryginale. Pojawiło się "Ja tu tylko sprzątam". Dzień przed premierą ktoś wrzucił do sieci mp3, ale do mnie dotarło tylko kilka kawałków, które zdążył mi podrzucić kumpel, zanim w internacie wyłączono nam o 22 dostęp do internetu. Niezależnie od tego dzień później i tak miałem specjalną edycję w oryginale i uważam, że to jeden z lepszych albumów O.s.t.r.a. Niecały miesiąc temu pojawił się "O.c.b.", po który przyszliśmy z kumplem do sklepu w kilka minut po jego otwarciu i wynieśliśmy stamtąd 3 egzemplarze płyty, rezerwując czwarty. Zgodnie z tradycją po powrocie do mieszkania włączyłem album i nie było mnie dla nikogo przez ponad godzinę. W moim odczuciu album słabszy od poprzednika, ale na pewno nie słaby. Zresztą może jeszcze się do niego bardziej przekonam, bo niedługo koncert O.s.t.r.a w Krakowie i czas się pouczyć tekstów, a co za tym idzie przesłucham tą płytę jeszcze wiele razy.&lt;br /&gt;  Kiedyś, dawno temu, usłyszałem singiel z ich pierwszej płyty. Potem właściwie nie miałem z ich muzyką do czynienia przez długi czas, większości utworów w ogóle nie znałem, nie mogłem się po prostu zabrać do przesłuchania ich 3 albumów w całości. Nie wiem, czy w ogóle to zrobiłem zanim miałem okazję je przesłuchać podczas mojego pobytu w Stalowej Woli. Właściwie przesłuchać to mało powiedziane: w sumie słyszałem je podczas wszystkich moich przyjazdów dobre kilka albo kilkanaście razy, praktycznie nauczyłem się ich tam na pamięć. Mowa o twórczości zespołu Akurat, która podobnie jak outro z drugiego kodexu nierozerwalnie kojarzy mi się z moją byłą dziewczyną. Na tyle nierozerwalnie, że po rozpadzie związku postanowiłem kupić wszystkie 3 albumy i traktuję je jako coś w rodzaju pamiątki. Czwartego nie kupię, skutecznie zniechęciła mnie do tego zmiana wokalisty. Nawet przesłuchanie albumu nie pomogło, a wręcz przeciwnie. Strach pomyśleć jak musi brzmieć na koncertach np. "Hahahaczyk". Powiecie, że nie jest tak źle? Akurat.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-4149017743371859069?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/4149017743371859069/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=4149017743371859069' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/4149017743371859069'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/4149017743371859069'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2009/03/tylko-orygina-ma-ten-dobry-klimat-cz2.html' title='&quot;Tylko oryginał ma ten dobry klimat&quot;, cz.2'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-4899491315443375799</id><published>2008-12-09T20:00:00.000+01:00</published><updated>2008-12-09T20:01:28.733+01:00</updated><title type='text'>Nie Readingować!</title><content type='html'>No i chyba się nie powstrzymam. Ja wiem, że już powstało kilka podobnych tekstów, wiem, że (jak widać na załączonym obrazku) nie dotarły one najwidoczniej do tych, do których dotrzeć powinny, ale i tak się nie powstrzymam i napiszę. Może przynajmniej ktoś się pośmieje, choć ja sam nie wiem na ile to śmieszne, a na ile tragiczne.&lt;br /&gt;  Wszystko zaczęło się od tego, że przeczytałem opis jednej z osób na mojej liście kontaktów. A brzmiał on: zmęczona :( don't disturb ... only one person can write :). Pozwoliłem sobie zacytować w całości, mam nadzieję, że prawo autorskie nic nie mówi o opisach w sieciach IM. Nasunęły mi się 2 spostrzeżenia. Otóż po pierwsze: nie wiedzieć czemu pierwsze słowo jest po polsku, a cała reszta po angielsku. Czyżby koleżanka nie wiedziała jak się mówi po angielsku "Zmęczona"? Zainspirowany przez kolegę postanowiłem wspomóc autorkę opisu, nie wychylając się jednak. Wysłałem jej tłumaczenie słówka dokonane przez infobota. Było tego coś 14 różnych alternatyw. W odpowiedzi dostałem "?", grzecznie więc wytłumaczyłem, że cokolwiek dziwnie wygląda opis z jednym słowem po polsku i całą resztą po angielsku, a ja, jako dobry kolega postanowiłem przesłać jej tłumaczenie tego jednego słowa, żeby mogła poprawić. Okazało się jednak, że ona woli tak, jak jest. No cóż, o gustach się nie dyskutuje. Tutaj jednak drugie spostrzeżenie: opis po przetłumaczeniu brzmi: "Nie przeszkadzać. Tylko jedna osoba może pisać." Moje pytanie brzmi: Co, jeśli ktoś nie zrozumie tego opisu i nieświadomie przeszkodzi? Zostanie uraczony pytaniem: "A Ty co? Po angielsku nie rozumiesz?" A może koleżance chodzi o to, że jest tak zmęczona, że może rozmawiać tylko z jedną osobą naraz? Na taką uwagę otrzymałem w odpowiedzi jakże pozytywne i przepełnione wiarą w wykształcenie Polaków zdanie: "Ludzie rozumieją takie wyrażenie jak "Don't disturb"". Zostałem rozbrojony. Nie pozostało mi nic innego jak też "Don't disturb".&lt;br /&gt;  Czy to jest "fajne"? Czy w dzisiejszych czasach są w tym kraju jeszcze ludzie, którym imponuje umiejętność złożenia prostego zdania po angielsku? Ja bym bardzo prosił o jakieś wyjaśnienie o co chodzi z tą modą, bo naprawdę jej nie czuję. Chociaż może i ma ona jakieś plusy. Np. jest się czasem z czego Laugh.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-4899491315443375799?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/4899491315443375799/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=4899491315443375799' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/4899491315443375799'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/4899491315443375799'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2008/12/nie-readingowa.html' title='Nie Readingować!'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-7488210590079113878</id><published>2008-11-28T22:59:00.003+01:00</published><updated>2008-11-28T23:15:19.713+01:00</updated><title type='text'>"Na start się nastaw"</title><content type='html'>Ok 2,5 roku temu znalazłem gdzieś informację o konkursie organizowanym przez duet producencki White House. 3 bity do wyboru, a na zadanie napisać i nagrać zwrotkę pod jeden z nich. Tekściarz ze mnie żaden(czasem po godzinie pisania mam zaledwie parę wersów), wiele nie rymowałem, więc styl i flow też nie są mistrzowskie, ale postanowiłem przynajmniej spróbować. Tekst powstawał 4 dni (oczywiście z przerwami), w dosyć odosobnionym miejscu, jakim była szkolna radiola, w której swego czasu miałem nawet autorską audycję rapową. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie seria przeróżnych przeciwności losu, jakie mnie nękały od tego czasu próbując uniemożliwić mi zarejestrowanie tego tekstu w formie dźwiękowej.&lt;br /&gt;  Planowałem nagrać tą zwrotkę w szkolnym studio nagrań, co okazało sie niemożliwe, gdyż najpierw nauczyciel nie pojawił się w ogóle na lekcjach, a tydzień później nie było czasu. Nagranie na własną rękę? Hmm, przez jakiś czas wykluczałem taką opcję: zdechł mi komputer i musiał zostać wysłany do serwisu, poza tym nie miałem na oku miejsca o odpowiedniej akustyce i odpowiednio wytłumionego. O ile dobrze pamiętam wypożyczenie laptopa zaoferował mi jeden z moich przyjaciół, miejsce natomiast wynalazł mój były wychowawca. Byłoby jednak zbyt pięknie, gdyby od tego momentu wszystko szło dobrze.&lt;br /&gt;  Najpierw okazało się, że kabel łączący kartę dźwiękową z komputerem uległ w niewyjaśnionych okolicznościach uszkodzeniu skutkującemu nie działaniem. Trzeba było kupić nowy. Tylko za co? Byłem totalnie bez grosza, a tu tak z 1500 tych groszy było trzeba. Z pomocą przyszła jedna z moich nauczycielek, która chyba mimowoli usłyszała moją rozmowę z kimś na ten temat i po prostu postanowiła mi pomóc. Stała się więc kolejną osobą, dzięki której cała sprawa w ogóle doszła do skutku. Dokonałem zakupu i niczego nie podejrzewając zaatakowałem pokoik, który "wynajął" mi na czas nagrania wychowawca. Instalacja sterowników, sekwencera audio/midi i podłączenie sprzętu o ile pamiętam przebiegło bez większych trudności. Ciekawe rzeczy zaczęły się natomiast dziać w trakcie samego nagrania. Wystarczyło, że zaakcentowałem jakieś słowo, a mikrofon obcinał głośność. Okazał się niestety uszkodzony (jakżeby mogło być inaczej? Jak wszystko to wszystko). Nie pamiętam już teraz czy udało mi się go tak wysterować, że nie skrzywdził mojego wokalu, czy też zastąpiłem go innym, słabszym, dość, że kiedy skończyłem rymować z pełną świadomością, że się udało nie bardzo chciało mi się w to uwierzyć. Niniejszym więc upubliczniam i tak już dawno upubliczniony &lt;a href="http://www.pkp-jazda.pl/2006/download/nssnv2.mp3"&gt; rezultat trudów opisanych wyżej&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-7488210590079113878?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/7488210590079113878/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=7488210590079113878' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/7488210590079113878'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/7488210590079113878'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2008/11/na-start-si-nastaw.html' title='&quot;Na start się nastaw&quot;'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-8415828315739887539</id><published>2008-11-24T17:34:00.000+01:00</published><updated>2008-11-24T17:35:04.137+01:00</updated><title type='text'>"Coś jak szachów partia"</title><content type='html'>Na szczęście od jakiegoś już czasu nie jestem studentem wydziału Fizycznego na AGH. Operacja "transfer studenta Witolda S. na wydział elektryczny" zakończyła się powodzeniem. Tak więc cel osiągnięty, choć trochę okrężną drogą.&lt;br /&gt;  Już jako student informatyki stosowanej na tzw. samogłoskach siedziałem sobie dziś na wykładzie z podstaw informatyki. Przez pierwsze 30 minut była to praktycznie jedyna wykonywana przeze mnie czynność, nie licząc może napisania kilku słów do kolegi na gadu (cudowne wifi:P). Zmiana nastąpiła w momencie, gdy prowadzący uruchomił program do gry w szachy. Na początku myślałem, że pokazuje jakąś konkretną pozycję, żeby na jej przykładzie omówić działanie algorytmów rekurencyjnych (temat całego wykładu), jednak gdy uzyskałem od kolegi siedzącego obok informację, że jesteśmy w pozycji startowej zacząłem się koncentrować na tym, co się działo. Toczyła się więc partia: IS rok I - Komputer. Po dwuch posunięciach z obu stron postanowiłem, że podrzucę swoją propozycję ruchu: zagramy partię Hiszpańską. Propozycja przeszła, jednak wykładowca albo nie znał dobrze tego debiutu, albo po prostu wolał nie wchodzić w bardzo złożone pozycje, jakie powstają w jego głównym wariancie. Wytłumaczył więc ładnie, że ten główny wariant jest be, po czym zagrał wariant wymienny, w nienajlepszej niestety odsłonie. Oczywiście celem gry było ukazanie działania algorytmów rekurencyjnych, nie zaś sama wygrana, nie mniej jednak odzywa się tu u mnie zmysł szachisty i stąd te komentarze. Gra toczyła się dalej, komputer zdobywał coraz większą przewagę. W pewnym momencie podrzuciłem jakieś posunięcie, przyjmijmy, że Wieża E1. Wykładowca odliczył pole i grzecznie zapytał: Tutaj? Cóż było robić, trzeba było powiedzieć: Nie wiem, nie widzę. W sumie szkoda, że nie miałem możliwości zobaczyć reakcji ludzi, którzy to usłyszeli:P.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS: Daleko mi do przechwalania się moimi umiejętnościami typu gra w szachy w pamięci, w której zresztą jest wielu mocniejszych ode mnie. Post ten miał za zadanie ukazać komizm konkretnej sytuacji i o taki odbiór proszę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-8415828315739887539?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/8415828315739887539/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=8415828315739887539' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/8415828315739887539'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/8415828315739887539'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2008/11/co-jak-szachw-partia.html' title='&quot;Coś jak szachów partia&quot;'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-3430788817074336419</id><published>2008-11-21T23:47:00.000+01:00</published><updated>2008-11-21T23:48:49.220+01:00</updated><title type='text'>4 galaktyki na jednej planecie</title><content type='html'>Postanowiłem uczcić dziś fakt, iż na moje konto po długim oczekiwaniu wreszcie wpłynęły pieniądze zwane stypendium. Większa ich część i tak z niego wypłynęła w niewiarygodnym wręcz tempie (siedziałem przy komputerze i spłacałem dług za długiem),jednak część się ostała. Miejscem uczczenia owego wpływu stał się (w nawiasie: a jakże) sklep muzyczny. Pierwszy z dwuch, w jakich byłem niestety nie zarobił na mnie, a wszystko dlatego, że na postawione przeze mnie pytanie: "Czy mają państwo nową płytę L.u.c.a" uzyskałem odpowiedź bardzo przeczącą. Bardzo, bo państwo w ogóle tej płyty nie mieli, ani wtedy, ani nigdy wcześniej. Uderzyłem więc wraz z kolegą do drugiego sklepu i tutaj już odpowiedź na to samo pytanie była zdecydowanie bardziej optymistyczna. Padło pytanie o koszt, padła i odpowiedź, więc, z albumem w ręku, grzecznie pomaszerowałem do kasy. Po powrocie do domu prawie natychmiast wrzuciłem płytę do komputera i odpaliłem jedyny utwór, którego nie miałem jeszcze okazji przesłuchać (album jest dostępny na myspace L.u.c.a). A tytuł jego jest "O dziewczynce, która urodziła drukarkę". Prawie od razu zrozumiałem dlaczego nie było go na myspace: L.u.c opowiada po prostu w bardzo pokręcony sposób fragment historii, która - jak mi się wydaje - zawarta jest w książce będącej częścią tego albumu. Myliłem się jednak myśląc, że ta historia jest pokręcona: to był dopiero wstęp. Wpadłem bowiem na genialny pomysł obejrzenia filmu (trzeci element albumu). Jeżeli tamten utwór był pokręcony, to film nie mieści się dla mnie w jakiejkolwiek skali. Mamy np. prezentację ogrodu projektowanego dla bogatych, samotnych ludzi. Ogród jak ogród, tyle, że są w nim sztuczni ludzie, którymi można sterować za pomocą... no, za pomocą czegoś. Oczywiście to nie jest najdziwniejszy wkręt w całym filmie, ale po pierwsze oglądałem go bez wsparcia osoby widzącej, co za tym idzie miałem tylko odbiór słuchowy, a po drugie nie chciałbym zepsuć "przyjemności" oglądania komóś, kto się zdecyduje na tak nieodpowiedzialny krok. A propos: ktoś chętny?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-3430788817074336419?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/3430788817074336419/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=3430788817074336419' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/3430788817074336419'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/3430788817074336419'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2008/11/4-galaktyki-na-jednej-planecie.html' title='4 galaktyki na jednej planecie'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-2722982418813425070</id><published>2008-10-04T15:11:00.003+02:00</published><updated>2008-10-04T15:51:20.887+02:00</updated><title type='text'>"Przepraszam, ja nie widzę"</title><content type='html'>Kierując się informacjami na temat przystosowania uczelni do potrzeb osób niepełnosprawnych postanowiłem wybrać AGH w Krakowie. Rekrutacja letnia nie przebiegła dla mnie zbyt pomyślnie, gdyż nie dostałem się na informatykę stosowaną na wydziale Elektrotechniki, automatyki, informatyki i elektroniki. Nie dostałem się pomimo ilości punktów rankingowych, która była dokładnie taka sama jak ustalony próg. Rzecz w tym, że wpisałem informatykę stosowaną jako drugą w kolejności, w pierwszej kolejności zostali przyjęci Ci, którzy wpisali ją jako pierwszą no i zabrakło dla mnie miejsca. Wszystko to razem sprawiło, że obecnie jestem studentem informatyki stosowanej na wydziale fizyki i informatyki stosowanej. Ponieważ jednak studia te niespecjalnie mi odpowiadają postanowiłem napisać podanie o przeniesienie na wydział EAIE. Tyle tytułem dość mocno rozbudowanego wstępu.&lt;br /&gt;Jako że nie wiem, czy zostanę na wydziale fizycznym postanowiłem nie męczyć wykładowców swoją osobą i po prostu przeczekać te pierwsze kilka dni, a potem, zależnie od decyzji dziekana, albo zacznę na elektrycznym, albo ujawnię się wykładowcom tam, gdzie jestem. Jednak decyzja ta okazała się być przyczyną dwuch sytuacji, które chciałbym opisać.&lt;br /&gt;Pierwsza, której nie trzeba opisywać zbyt długo: wykładowca. chcąc sprawdzić obecność puścił w obieg listę, na której każdy miał się podpisać. Chciał zacząć ode mnie, jednak do mnie sygnał z oczywistych względów nie dotarł. Tak więc zostałem pominięty i jestem prawie pewny, że oficjalnie na wykładzie byłem nieobecny, pomimo, iż w rzeczywistości przesiedziałem cały wykład w pierwszym rzędzie. Biała laska stojąca obok mnie okazała się niewystarczającym znakiem.&lt;br /&gt;No i sytuacja numer 2: dzień wczorajszy, ćwiczenia. Prowadzący zajęcia zwraca się do mnie w te słowa:&lt;br /&gt;Profesor: Proszę wyłączyć ten komputer.&lt;br /&gt;Ja: Przepraszam, ale nie rozumiem dlaczego.&lt;br /&gt;P: A po co ma go Pan włączony?&lt;br /&gt;J: Do ewentualnego notowania.&lt;br /&gt;P: Proszę go wyłączyć, bo ja nie wiem, czy Pan nie ogląda tam gołych bab.&lt;br /&gt;J: Niestety nierealne, Ponieważ nie widzę.&lt;br /&gt;Co ciekawe ostatnia informacja w ogóle nie dotarła do adresata, została po prostu puszczona mimo uszu. Efekt? Po ok. 10 minutach stanął za mną (nie rozumiem jakim cudem nie zauważył ani białej laski, ani tego, że monitor w laptopie był wyłączony) i zwracając się do grupy zaczął mówić, że jeśli ma do czynienia z kimś takim jak ja to po prostu wychodzi, bo nie wie czy w ogóle jest potrzebny na zajęciach. Spytałem grzecznie o co chodzi wyczówając, że mowa o mnie.&lt;br /&gt;P: Przecież kazałem Panu wyłączyć ten komputer.&lt;br /&gt;J: A ja powiedziałem Panu, że ja na tym komputerze notuję, ponieważ nie widzę.&lt;br /&gt;Na tym etapie problem się rozwiązał, profesor przyznał, że nie usłyszał, że wcześniej mówiłem, że nie widzę i właściwie na tym sprawa się zakończyła.&lt;br /&gt;Nasuwa się kilka refleksji. Można stwierdzić patrząc na całą sytuację z jednej strony, że sam jestem sobie winien, że doszło do czegoś takiego, bo nie poinformowałem wykładowców o istnieniu swojej niepełnosprawności. Z drugiej strony jednak wydaje mi się, że na uczelni, która szczyci się tym, że jest najlepiej przystosowaną do potrzeb osób niepełnosprawnych uczelnią techniczną w Polsce sygnały takie jak biała laska stojąca obok mnie powinny być odbierane i odpowiednio interpretowane przez profesorów. Czyżby naukowa elita naszego kraju była tak pogrążona w świecie tejże nauki?&lt;br /&gt;Może też jest inaczej: Może profesorom nie mieści się po prostu w głowie, że niewidomy człowiek mógłby chcieć studiować na kierunku, na którym wg nich wzrok jest rzeczą niezbędną. Jeżeli tak jest, to zamierzam udowodnić, że się da, a jeżeli nie, to tym bardziej nie rozumiem całej sytuacji. Jasne, że wykładowca nie ma obowiązku zwracać uwagi na to czy któryś ze studentów nie ma przypadkiem białej laski, jednak nie chce mi się wierzyć, że ktoś, kto patrzy prosto na mnie tej laski nie dostrzega.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-2722982418813425070?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/2722982418813425070/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=2722982418813425070' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/2722982418813425070'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/2722982418813425070'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2008/10/przepraszam-ja-nie-widz.html' title='&quot;Przepraszam, ja nie widzę&quot;'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-4018157682767170173</id><published>2008-08-28T02:02:00.001+02:00</published><updated>2008-08-28T02:05:30.230+02:00</updated><title type='text'>Głupota inspiruje</title><content type='html'>W ubiegły poniedziałek po raz kolejny podróżowałem do Stalowej Woli. Cel mojej podróży prawdopodobnie właśnie zasypia w drugim pokoju (Ah te dwoje drzwi:D), ja natomiast postanowiłem przezwyciężyć lenistwo i zabrać się do napisania kolejnego posta.&lt;br /&gt;  Na początek kilka słów wprowadzenia na wypadek, gdybyś drogi czytelniku okazał się osobą obcą, nieznającą mnie, która trafiła na mojego bloga... nieważne. Tak więc do rzeczy: Jak można wywnioskować z poprzedniego posta jestem osobą niewidomą. Dość długo samodzielne poruszanie się po mieście sprawiało mi problem, choć chyba jeszcze trudniej było zapytać w autobusie osobę siedzącą obok na jakim przystanku jesteśmy. O zmianach kiedy indziej, bo to temat na osobny post, tutaj mogę jedynie podziękować Igusiowi i mojej nieocenionej drugiej połowie. Dość, że od ok. dwuch lat poruszam się nie tylko po Krakowie, ale również sam jeżdżę do Stalowej wOLI (układ małych i wielkich liter bynajmniej nieprzypadkowy). Z powodu braku wzroku bardzo często zmuszony jestem prosić o różnego rodzaju pomoc przypadkowych ludzi i mam w związku z tym przeróżne doświadczenia. Dlatego też przymierzam się do napisania, a w miarę wzrostu ilości doświadczeń rozwijania swego rodzaju kodeksu pod tytułem "Jak pomagać niewidomym". Nie ukrywam, że będzie to dość subiektywny tekst, jednak przypuszczam, że w dużej mierze odnosił się będzie do wszystkich niewidomych.&lt;br /&gt;  Tak więc uwaga: Zaczynamy.&lt;br /&gt;  1. Jeżeli widzisz niewidomą osobę czekającą na autobus, tramwaj, trolejbus czy cokolwiek innego na przystanku, pod żadnym pozorem NIE wciągaj ani NIE wpychaj jej do pierwszego lepszego środka lokomocji. Możesz zapytać na jaki autobus, tramwaj czy cokolwiek innego czeka, możesz, a nawet jest wskazane poinformować niewidomego jakiej linii jest środek lokomocji, który nadjeżdża. W większości przypadków nie mamy problemów z poruszaniem się, wsiadaniem czy wysiadaniem z pojazdów. Mogą się natomiast zdarzyć niewidomi nie potrafiący postawić oporu komóś, kto uszczęśliwia ich na siłę w opisany wyżej sposób. Efekt może być tragiczny, zwłaszcza gdy osoba nie jest mistrzem orientacji.&lt;br /&gt;  Parę słów komentarza:&lt;br /&gt;  Brzmi dość bzdurnie, prawda? Pierwsza myśl jaka się nasówa to: Kto by coś takiego zrobił? A jednak, "Miłe Panie i Panowie bardzo mili", ja osobiście doświadczyłem dwuch tego typu sytuacji. Pierwsza wydarzyła się dość dawno i pamiętam tylko tyle, że jakaś starsza babcia kompletnie nie informując mnie jaki autobus przyjechał zaczęła mnie stanowczo pchać do jego drzwi. Druga natomiast miała miejsce właśnie podczas mojej poniedziałkowej podróży, kiedy stałem zupełnie sam na przystanku i podjechał autobus. Podszedłem do drzwi i w przestrzeń rzuciłem pytanie jaki to autobus. Po chwili podszedł jakiś młody facet i jakby mu się pomyliły niepełnosprawności zaczął mnie wciągać do środka. Moja reakcja była dość natychmiastowa: postawiłem opór i ponowiłem dobitniej swoje pytanie. Dobrze się stało, bo gdybym dał się wciągnąć w Stalowej Woli byłbym kilka godzin później, niż planowałem.&lt;br /&gt;  2. Nie zniechęcaj się! Punkt dość podstawowy i właściwie powinien się pojawić jako pierwszy, jednak pierwszeństwo oddałem inspiratorowi:). Rozwijając: wada wzroku czy jego brak to jedno, a cała reszta, jak charakter, osobowość itd. to drugie. Trzeba być świadomym, że obie te sprawy generalnie nie mają ze sobą ścisłego związku. Innymi słowy nie ma zasady mówiącej o tym, że wszyscy niewidomi są... dopiszcie sobie dowolne cechy charakteru. Tak więc jeżeli zaoferujesz swoją pomoc i usłyszysz w odpowiedzi: sam sobie poradzę! nie zniechęcaj się: trafiłeś na taką a nie inną osobę, ale nie oznacza to, że wszyscy tacy jesteśmy. Tak naprawdę każdy, komu w jakiejkolwiek sprawie zaoferujesz pomoc może w ten sposób odmówić, jednak gdybyśmy z takiego powodu przestali pomagać ludziom świat byłby straszny.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-4018157682767170173?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/4018157682767170173/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=4018157682767170173' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/4018157682767170173'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/4018157682767170173'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2008/08/gupota-inspiruje.html' title='Głupota inspiruje'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-3584591693623599660</id><published>2008-08-12T01:23:00.000+02:00</published><updated>2008-08-12T01:24:32.866+02:00</updated><title type='text'>Podróż klasą 0</title><content type='html'>Parę słów tym razem o sprawach bardziej życiowych, konkretnie o moich doświadczeniach z wczorajszej podróży na trasie Kraków - Stalowa Wola. Być może się czepiam, jednak... no, ale po kolei:&lt;br /&gt;  Bardzo miła pani, na moje ucho ok. 50-letnia, choć może młodsza, podprowadziła mnie na stanowisko, z którego odjeżdżał mój autobus. W trakcie krótkiej rozmowy zapytała: "Pospieszny do Zamościa?", na co uzyskała odpowiedź twierdzącą. Już na miejscu "przekazała" mnie pod opiekę ludziom stojącym przy autobusie, zupełnie nie wiadomo po co i dlaczego dodając: "Ten pan jedzie do Zamościa". Moje dwa pytania: Po pierwsze co to kogo obchodzi dokąd ja jadę? Bilet przecież jestem w stanie sobie kupić. No a po drugie skąd ona wyczarowała taką informację? Jechałem oczywiście do Stalowej Woli i ani jednego obrotu kół autobusu dalej. To, że autobus jechał do Zamościa to zupełnie inna sprawa, a chyba dość normalne, że wiem jakiej relacji jest środek lokomocji, którym zamierzam podróżować. No ale nic to:&lt;br /&gt;Kobieta mnie zostawiła, po kilku minutach przyszedł kierowca. I tu dopiero zaczął się cyrk. Nagle wszyscy wpadli na pomysł, żeby mnie przepuścić (dla niewtajemniczonych muszę dodać, że podróżuję z białą laską). Nie pomagało moje "Ale ja poczekam, Proszę wsiadać", musiałem wejść pierwszy, inaczej zostałbym chyba wniesiony do tego autobusu. Oczywiście musiałem i tak stać i czekać aż przejdą wszyscy ludzie, którzy kupili już bilety, różnica tylko taka, że czekałem w przejściu, w autobusie, zamiast spokojnie stać na zewnątrz, przeczekać i wtedy wejść, kupić bilet i zająć miejsce. Przyznam, że trochę jednak jestem sam sobie winien, ponieważ mogłem rzucić tym ludziom informację, że nie posiadam biletu, jednak cała akcja w pewnej mierze mnie zaskoczyła i zanim przyszło mi to do głowy było za późno. Zostawmy więc dobroduszny bezosobowy tłum i przejdźmy do osoby konkretnej, jaką był dzieciak, wg mnie mający ok. siedmioletni staż na planecie Ziemi. W życiu nie wpadłbym na to, że w jednym dziecku może być tyle kontrastu! Byłem autentycznie w szoku. Spróbuję zobrazować w ten sposób: Wyobraźcie sobie dziecko, które pluje, kopie, tłucze się, hałasuje i zachowuje się po prostu jak rozbrykany bachor, po czym przechodzi nagłą i natychmiastową metamorfozę i zaczyna raczyć dziadka siedzącego obok pytaniami w rodzaju: "Dziadku, czy ten Zamek to zabytek klasy 0?" Pytań tego typu było więcej i czuło się wręcz, że dzieciak wie o czym mówi i o co pyta. Czy więc wiedza, jak na takie dziecko naprawdę niemała, nie idzie już w parze z kulturą? Powiecie, że to dziecko, że normalne, że tak się zachowuje, a ja się z tym zgodzę, co jednak nie zmienia faktu, że ten kontrast mnie dziwi. Tak więc rodzice, zarówno aktualni jak i przyszli, zadbajcie troszkę bardziej o wychowanie dzieci i wpojenie im podstawowych zasad kultury, bo jak widać wiedza to nie wszystko i dzieci mogą wiedzą błysnąć, a kulturą zgasnąć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-3584591693623599660?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/3584591693623599660/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=3584591693623599660' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/3584591693623599660'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/3584591693623599660'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2008/08/podr-klas-0.html' title='Podróż klasą 0'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-4821392073874993874</id><published>2008-08-09T14:35:00.001+02:00</published><updated>2008-08-09T14:39:33.103+02:00</updated><title type='text'>Topi się "Asfalt"</title><content type='html'>Asfalt Records postanowił wypuścić na rynek drugi handlowy singiel O.s.t.r.a z płyty "Ja tu tylko sprzątam" pt. "Jak nie Ty, to kto". Informację tą widziałem już jakiś czas temu, dziś postanowiłem zweryfikować jej prawdziwość na stronie wytwórni. Okazało się, że faktycznie singiel takowy ma się pojawić w niedalekiej przyszłości, wydany tak jak poprzedni zarówno na wosku jak i CD w limitowanej ilości 2000 sztuk. Zastanawia mnie tylko jedna rzecz: co ma na celu wypełnianie singla dwoma (poza tytułowym) utworami, które są już znane z płyty? Osobiście wolałbym dostać coś świeżego, np. jakiś remiks. W dodatku po raz kolejny jesteśmy częstowani trzema instrumentalami, które oczywiście znajdują się na edycji specjalnej albumu. Do dwuch premierowych utworów instrumentali brak. Nie bardzo rozumiem dlaczego. Pomijam już fakt, że skoro mam wszystkie instrumentale z tej płyty wolałbym dostać choćby ze 2 acapelle, można byłoby zrobić remiks. No i na winylu też lepiej mieć acapelle, na których można poscratchować, niż instrumentale, z których właściwie niewiele jest pożytku. Wszystko to razem sprawia, że cena 16.54 za CD i 38.99 za winyl wydaje mi się lekko wygórowana. Na CD dostajemy co prawda 3 teledyski, jednak dla mnie nie przedstawiają one kompletnie żadnej wartościi.&lt;br /&gt;  Pozostając w tematyce rapowej, Asfaltowej i dotyczącej O.s.t.r.a. wspomnę jeszcze o jednej ciekawostce. otóż na pewnym portalu, którego ani myślę reklamować, swego czasu pojawiła się recenzja albumu "Ja tu tylko sprzątam". W jednym z pierwszych zdań recenzent poczęstował nas jakże nieprawdziwą informacją o rzekomym wydaniu winylowym tego albumu. Pozwolę sobie zacytować O.s.t.r.a: "Ja przeniknę gdzie masz te winyle, daj moment", tylko powiedz mi gdzie mam ich szukać, skoro sama wytwórnia ani słowa o nich nie pisze. Czy ktoś taki powinien w ogóle pisać recenzje, które potem czytają inni i niestety często na ich podstawie wyrabiają sobie opinię o albumie?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-4821392073874993874?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/4821392073874993874/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=4821392073874993874' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/4821392073874993874'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/4821392073874993874'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2008/08/topi-si-asfalt.html' title='Topi się &quot;Asfalt&quot;'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-7849153884987991935</id><published>2008-07-27T20:12:00.001+02:00</published><updated>2008-07-27T20:15:25.400+02:00</updated><title type='text'>"Tylko oryginał ma ten dobry klimat" Cz.1</title><content type='html'>Są artyści, których płyty mogę kupować w ciemno, bo wiem, że nie zawiodą moich oczekiwań. Najważniejsi z nich to O.s.t.r. i grupa Dream Theater. Są też tacy, których płyta nigdy na mojej półce się nie znajdzie, bo wydałbym na nią kilkadziesiąt złotych, przesłuchał raz i stałaby sobie biedna bezczynnie. Lepiej, żeby trafiła do kogoś, kto choć raz na jakiś czas da jej trochę powirować w odtwarzaczu. Niestety są też tacy, których płyty chętnie bym kupił, ale zwyczajnie mnie na to nie stać. Pomimo to staram się możliwie często zaglądać do sklepu muzycznego i zostawiam tam czasem nawet niemałą część swoich marnych bądź co bądź dochodów. Dzięki temu po dwuch latach takiej działalności na półce stoi lekko ponad 40 płyt CD i 7 winyli. Na szczęście te ostatnie nie tylko stoją, bo jakimś dla mnie samego niewytłumaczalnym sposobem udało mi się zebrać kwotę na tyle pokaźną, że teraz w mieszkaniu stoi sobie, nawiasem mówiąc wcale nie lekki gramofon. Na tyle nielekki, że żeby go dowieść do szkoły, w której jeszcze niedawno rezydowałem, musiałem zamówić taksówkę.&lt;br /&gt;  Postaram się opisać po krótce kolekcję moich oryginalnych płyt. Nie zamierzam tu pisać recenzji, skupię się raczej na ciekawych szczegółach związanych z zakupem niektórych albumów lub też stricte z nimi samymi.&lt;br /&gt;  Jedno z bardziej charakterystycznych pudełek skrywa w sobie mój najświeższy zakup: Epkę Łony i Webbera pt. "Insert" - z insertem. W środku znajduje się płyta, a obok wspomniany insert: Kielon. Jak na razie został on tylko "Ochrzczony" Podczas jednej z prawie całonocnych imprez i spokojnie sobie czeka na lepsze czasy, więc skupmy się tym samym na najważniejszym: nośnik CD, pojemność 80 minut, wykorzystane ok. 20. Przyznam, niewiele, ale za to, poza jednym wyjątkiem (Opinia subiektywna), w wielkim stylu. Tyle co do treści. Zakup, oczywiście, przez internet, gdyż był to jedyny sposób na zdobycie tej limitowanej edycji.&lt;br /&gt;  Kilka miesięcy wcześniej zakupiłem album o nazwie "Kastaniety" K.A.S.T.A. Składu. Dwie płyty, które kosztowały mnie o ile pamiętam trochę więcej, niż wynosiła ich cena w sklepie kilka lat wcześniej. Wszystko dlatego, że albumu nie można było dostać w żadnym sklepie, znalazłem go jedynie na allegro. Zdecydowanie częściej wracam do pierwszej płyty z tego albumu, może ze względu na fakt, iż jest prawie w całości po polsku, czego nie można powiedzieć o drugiej.&lt;br /&gt;  Pod koniec roku 2003, czyli jakby na to nie patrzeć ładnych parę lat temu na półkach sklepowych pojawiły się prawie jednocześnie 2 dwupłytowe wydawnictwa. Oba posiadam w swojej kolekcji, choć jedno, niestety, w reedycji. Pierwsze z nich to album O.s.t.r.a "Jazz w wolnych chwilach", drugie natomiast to "Kasta Tomy" wspomnianego wyżej K.A.S.T.A. Składu. Patrząc przez pryzmat wcześniejszych dokonań tych artystów oczekiwałem w sumie 4 płyt bardzo solidnej dawki rapu. O.s.t.r. nie zawiódł, choć wielu tak twierdzi, natomiast "Kasta Tomy" wypadł jak dla mnie dużo słabiej od poprzednika. Po części na moją ocenę miały również wpływ czasy trwania albumów: O.s.t.r. wypchał płyty prawie po brzegi, przy tym bardzo solidną muzyką, Kasta natomiast za te same pieniądze dała dwa razy mniej materiału, często na średnim wg mnie poziomie. "Jazz w wolnych chwilach" kupiłem wtedy na własną rękę, później z braku pieniędzy musiałem sprzedać, czego dziś bardzo żałuję, również dlatego, że gdzieś zgubiłem pieniądze, które dostałem za ten album. Tak mści się sztuka za jej nieszanowanie, potraktujcie to jako przestrogę. 3 lata później, gdy chciałem kupić go znowu, dostępny był tylko na allegro za jakieś niebotyczne dla mnie kwoty, kupiłem więc reedycję gdy tylko się pojawiła. Album Kasty natomiast kupiłem wspólnie z dwoma kumplami, po czym, dość niedawno, odkupiłem go od nich na własność spłacając im ich wkład w ten zakup. Jest pierwszy, to niech już będzie i drugi album na półce.&lt;br /&gt;  Z podobnego założenia wyszedłem kupując płytę "Outsider" grupy Fenomen. Kupiłem wcześniej "Efekt", "Sam na sam" chcę kupić, ale nigdzie nie mogę znaleść, więc gdy wyszedł wspomniany wyżej "Outsider" po bardzo pobieżnym przesłuchaniu, sam nie wiem do końca dlaczego, poszedłem do sklepu i kupiłem oryginał. Nie dość, że płyta krótka, bo tylko 11 utworów, to jeszcze chwilami brzmi jak popik rodem z jakiejś rodzimej stacji radiowej. Śpiewane refreny niestety nie przyczyniają się do zmiany mojego zdania. Jeden z tych zakupów, których żałuję, a szkoda, bo ceniłem skład za wcześniejsze dokonania.&lt;br /&gt;  W tekturowym pudełku, dużo większym od samej płyty, spoczywa krążek o nazwie "10kilobeatz mixtape" beatboxowego tria Al-Fatnujah. 10 utworów różnej maści nagranych tylko za pomocą ust (mowa oczywiście o źródle dźwięku, a nie jego rejestracji). W naszym kraju ewenement. Płyta była dostępna tylko za pośrednictwem internetu i kosztowała śmieszne pieniądze: 4 zł + koszt przesyłki. Przelaliśmy z kumplem 14 zł na konto chcąc kupić dwie od razu, ale z jakiegoś powodu dostaliśmy jedną. Nie wnikam już teraz w to dlaczego, nawet za te 14 zł opłacało się.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-7849153884987991935?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/7849153884987991935/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=7849153884987991935' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/7849153884987991935'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/7849153884987991935'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2008/07/tylko-orygina-ma-ten-dobry-klimat-cz1.html' title='&quot;Tylko oryginał ma ten dobry klimat&quot; Cz.1'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9092306863393907478.post-4156055920366244166</id><published>2008-07-26T23:14:00.000+02:00</published><updated>2008-07-26T23:30:38.928+02:00</updated><title type='text'>"Mało się znamy, więc..." - czyli kilka słów na dzień dobry</title><content type='html'>W dobie, epoce, a nawet erze internetu jednym ze skuteczniejszych sposobów na wyrażenie swoich myśli tak, by były one ogólnodostępne jest właśnie założenie bloga. Tenże czyn popełniłem dnia dzisiejszego nie mając jednak jeszcze pomysłu jakie myśli będę tu publikował. Przypuszczalnie będzie dużo albo nawet bardzo dużo o muzyce, pewnie trochę o sprawach typowo życiowych, czasem złoże też hołd erze i napiszę kilka słów związanych z informatyką, jako że tą stosowaną zamierzam od października studiować. Wyrażał tu będę zarówno zachwyt nad rzeczami zachwytu wartymi, jak i złość czy po prostu ostrą krytykę w stosunku do spraw, zachowań czy ludzi, którzy jej wymagają. Tyle tytułem wstępu&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9092306863393907478-4156055920366244166?l=witostr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witostr.blogspot.com/feeds/4156055920366244166/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9092306863393907478&amp;postID=4156055920366244166' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/4156055920366244166'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9092306863393907478/posts/default/4156055920366244166'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witostr.blogspot.com/2008/07/mao-si-znamy-wic-czyli-kilka-sw-na-dzie.html' title='&quot;Mało się znamy, więc...&quot; - czyli kilka słów na dzień dobry'/><author><name>Witostr</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04945991176620384050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
